Recenzja: Wampir z Przypadku, Ksenia Basztowa

Tytuł: Wampir z Przypadku

Autor: Ksenia Basztowa

Wydawnictwo: Fabryka Słów

Specjalnie na potrzeby niniejszej recenzji, przeczytałam tę książkę po raz drugi. Nie będę twierdzić, że bardzo się temu opierałam, gdyż byłoby to wierutne kłamstwo. Czytając  po raz pierwszy, uśmiałam się jak wściekła hiena i bardziej zależało mi, by sprawdzić, czy za drugim razem będzie podobny efekt, gdyż minęło pół roku.

Już przy pierwszej stronie moje usta rozjaśnił szczery uśmiech, czytając poniższe słowa:

„Doszedłem do wniosku, że najwyższy czas wstać. Po pięciu nieudanych próbach pokonałem wreszcie syndrom agresywnego chodnika – gdyby ktoś nie wiedział, mam na myśli sytuację, kiedy chodnik, a w tym przypadku podłoga, oddala się coraz bardziej i bardziej… aż w końcu znienacka obija człowiekowi gębę. „

A to był dopiero początek. Ten fragment sprawił, że wybudziłam męża ze snu ( tak kocham czytać nocami):

„- My cię wszędzie szukamy, a ty tutaj? Jak nas znalazłeś?

Czarny Płaszcz zmierzył go wzrokiem.

– Zawsze czuję swoją krew.

Oczywiście zrozumiałem, że chodzi o napój z czary, ale Wowka był w swoim żywiole. Rozłożył szeroko ręce i radośnie krzyknął:

–    Swoją krew?! Witaj, tato!”

Na początku poznajemy dwóch młodych bohaterów, Andrieja i Wowkę, którzy mieszkają w jednym z dużych rosyjskich miast i jeszcze korzystają z życia studenta. Dodam, że korzystają pełną gębą. Rodzice wyjeżdżają, oni piją – dużo – ktoś proponuje im nieśmiertelność i budzą się na gigantycznym kacu z ozdobą w postaci wampirzych atrybutów.  A to wszystko w jeden weekend. Teraz próbują się z tego wyplątać, w czym dzielnie przeszkadzają im: rodzice obu, starsza siostra Wowki, młodszy brat Andrieja (mój Romuś ;) ), Kiciuś i Mruczuś, Drakula w dwóch postaciach… i każdy kto tylko ma z nimi styczność.

Tak. Ta książka ma swój urok. Wampiry (zarówno te wspaniałe stereotypowe, jak i te mniej rozgarnięte), wątek miłosny ( stary jak świat, ale równie atrakcyjny), niepowtarzalne podejście do tematu, humor wyciskający łzy (przynajmniej ze mnie) oraz młodszego brata o imieniu Romek, w którym osobiście jestem zakochana.

Jak powiedziała mi jedna z koleżanek, przez tą ilość pozytywów, przestałam zauważać minusy. Intensywnie myślałam i znalazłam kilka. Przede wszystkim za szybko się czyta. Po drugie, nie da się jej czytać w pracy albo w miejscu publicznym, bo z pewnością ktoś zaraz będzie nam biegł z pomocą, by założyć Heimlicha, w obawie, że się dusimy. Irytujące są wstawki pisane kursywą, bo z początku nie wiemy o co chodzi i nie ma tam nic zabawnego.

Nie potrafię zliczyć, ile razy wybuchnęłam śmiechem, ile zwrotów miałam sobie spisać, by ich nigdy nie zapomnieć. Zastanawiam się tylko, czy jest to genialna autorka czy genialne tłumaczenie. A może jedno i drugie?

Nie będę twierdziła, że jest to lektura obowiązkowa. Sama sięgnęłam po nią zupełnym przypadkiem. Jednak, jeżeli macie chwilę, chcecie się dobrze bawić i potraficie śmiać się z paranormal, a nie tylko to idealizować – POLECAM!

autor ADIJKA