Recenzja: Pasażerka – Alexandra Bracken

Pasażerka to książka, którą wiele blogerów i booktuberów zaczęło się zachwycać jeszcze przed premierą. Zrobiła furorę za granicą i tym samym sprawiła, że wielu polskich czytelników zapragnęło zapoznać się z historią Etty Spencer. Znalazłam się wśród nich również ja. Twórczość Alexandry Bracken nie jest mi obca. Zdołałam zapoznać się kiedyś z Mrocznymi umysłami, choć wciąż jest to jedna z tych serii, których jeszcze nie udało mi się dokończyć i obawiam się, że zostanie taka niedoczytana. Ale w końcu nie Mrocznych umysłów ma dotyczyć ta opinia, tylko zupełnie nowej książki, totalnie odmiennej historii, czyli Pasażerki.

Kto z nas nie marzył kiedyś o tym, aby móc podróżować w czasie? Wierzcie mi, gdybym tylko miała taką umiejętność, to prawdopodobnie nigdy więcej byście mnie nie zobaczyli! Wędrowałabym po różnych miejscach, po różnych epokach, może nawet w którejś z nich zagrzałabym miejsce. Jednak zanim by to nastąpiło, to naprawdę pragnęłabym zobaczyć jak najwięcej! Niestety, Etta nie miała takiej możliwości, bo choć może podróżować dzięki specjalnym tunelom i portalom, to nie ma czasu na rozrywki i spokojne życie. Aby uratować matkę, a także samą siebie i swoje życie, musi odnaleźć tajemnicze astrolabium. Inaczej nigdy nie powróci do swoich czasów, choć opuściła je wbrew sobie, nie wiedząc nawet, że jest to w ogóle możliwe.

Razem z główną bohaterkę zostajemy rzuceni na głęboką wodę, gdyż Etta nie miała pojęcia o tym, że może podróżować w czasie. Dlatego na każdym kroku poznajemy zasady, które o tym decydują. Stopniowo poznajemy ten na pozór normalny świat, w którym nie brakuje porywających przygód. Wraz z nowo poznanym Nicholasem Carterem młoda dziewczyna wyrusza na poszukiwanie astrolabium. Podróżuje w czasie i przestrzeni, walcząc z czasem. Wkrótce dziewczyna orientuje się, o jak wielką stawkę toczy się gra. Że musi się pilnować na każdym kroku. A czy może w pełni zaufać Carterowi? Chłopak jest szarmancki i czarujący, ale ledwo go zna… Dlaczego matka ukrywała przed nią jej prawdziwą tożsamość? To, kim są? Skąd się wywodzą? Te oraz wiele innych pytań pojawia się w głowie głównej bohaterki, a tym samym również w naszej.

Alexandrze Bracken nie można odmówić umiejętności pięknego pisania. Tworzy barwne historie, pełne przygód i pięknych widoków, które pojawiają się w naszej wyobraźni. Choć pojawia się tutaj wiele ram czasowych, to nie zabawiamy w nich za długo. Trochę żałuję, bo wtedy z pewnością można by lepiej poczuć klimat tamtych czasów, choć Bracken i tak starała się przedstawić specyfikę każdego okresu, przynajmniej tak ogólnie i pokrojowo. A jak wygląda sprawa z kreacją bohaterów? Nie jest najgorzej, choć Etta to raczej ten typ bohaterki, za którym zbytnio nie przepadam. Dla mnie była lekko bezpłciowa i robiła po prostu to, co jej ktoś kazał. Za mało w niej werwy. A Carter? Z pewnością miał być urzekający, jednak w moich oczach nie był nikim specjalnym.

Niestety, choć książka jest naprawdę przyjemnie napisana, to przedstawiona w niej historia jest w moim odczuciu powtarzalna i schematyczna. Bardzo łatwo można dojść do sedna intrygi, więc zakończenie nie jest w niczym zaskakujące. To takie połączenie Czerwieni rubinu od Kerstin Gier z Potomkami Tosci Lee. Wydaje mi się, że Pasażerka nie wnosi nic nowego do gatunku. Jest naprawdę przewidywalna i nie ratuje jej nawet motyw piractwa, który ponoć miał być gdzieś tutaj obecny. Dla mnie jest on praktycznie niewyczuwalny, brakuje tutaj prawdziwych piratów, choć liczyłam na to, że motyw ten może być ciekawym urozmaiceniem. Niestety, duch korsarzy postanowił sobie uciąć drzemkę.

Pasażerkę przeczytałam bez specjalnych wzlotów i uniesień. Zbyt mocno przypominała mi już wszystko to, co poznałam w książkach tego typu. Choć gdzieś tam w środku wydaje mi się, że znajdą się takie osoby, które po prostu uwielbiają podobne klimaty, a wtedy będą naprawdę zachwycone nową powieścią Alexandry Bracken. Jeżeli podejdziemy do tej książki z lekkim przymrużeniem oka to naprawdę można czerpać z tej powieści sporą przyjemność, nawet mimo powielania schematów. To po prostu dobra przygoda, ładnie napisana, na swój sposób magiczna i pozytywna w odbiorze.

Sheti by bookeaterreality dla BG

Recenzja: Pasażerka - Alexandra Bracken
3.1Wynik ogólny
Świat przedstawiony
Kreacja bohaterów
Oryginalność fabuły
Styl pisania
Ogólne wrażenie
Ocena czytelników 2 Głosów