Recenzja: Silver. Pierwsza księga snów – Kerstin Gier

2 czerwiec

Kerstin Gier debiutowała w naszym kraju Trylogią czasu, a po kilku dobrych latach na rynku pojawiła się jej kolejna seria, której pierwszy tom stanowi Silver. Pierwsza księga snów. Historia młodej Olivii, która od zawsze przywiązywała dużą wagę do snów, a od kiedy przeprowadziła się do Londynu, stały się one dla niej wyjątkowo istotne. Jej senne marzenia połączyły ją z czwórką młodych chłopaków, wykonujących przedziwny rytuał w samym środku nocy. Co więcej, okazuje się, że chłopcy chodzą do jej szkoły i przez przypadek jeden z nich wyjawia, że doskonale wie, o czym śni Liv. Co to dla niej oznacza?

Historia Liv nieco przypominała mi historię Blue z Króla Kruków autorstwa Maggie Stiefvater. Jedna dziewczyna, kilku tajemniczych chłopaków, niesamowita tajemnica. Ale to tylko pod względem ogólnym, choć nie da się ukryć, że w obu historiach drzemie pewnego rodzaju magia, mniej lub bardziej zaawansowana. Niestety, muszę przyznać, że żadna z tych dwóch opowieści specjalnie mnie nie urzekła, a skoro jesteśmy przy twórczości Kerstin Gier, to podobnie sytuacja wygląda z Trylogią czasu. Czerwień rubinu była książką dobrą, przyjemną, ale nie niosła ze sobą nic specjalnego. Nigdy nie rozumiałam wielkiego szału, jaki wywołała wśród polskiej młodzieży. Podobnie jest i tutaj, chociaż wydaje mi się, że Silver nie cieszy się aż tak dużą popularnością, co poprzednie dzieło Gier.

Powieść ta jest napisana w bardzo lekki i prosty sposób, to taka zwyczajna opowiastka do przeczytania na raz. Zwykła historia jakich wiele, choć motyw snów zdecydowanie zasługuje na uwagę, ale nie jest on też przedstawiony w wyjątkowy czy wybitnie urzekający sposób. Liv to zwyczajna dziewczyna, która nagle zyskuje większe znaczenie, przynajmniej dla czwórki chłopaków, którzy przez głupią zabawę wpadli w poważne tarapaty. Ich historia wydała mi się niedorzeczna, zbyt infantylna i po prostu niewyobrażalnie nielogiczna. Kerstin Gier raczej nie słynie z wchodzenia w szczegóły czy w rozwijanie swoich powieści na tyle, aby czytelnik całkowicie dał się im omamić. Po prostu pisze, w sposób lekki i przyjemny, ale nieskomplikowany.

Przeżycia Liv mają w sobie pewną magię, może i nawet chwilami wytwarza się tutaj taka senna atmosfera, chociaż osobiście uważam, że zabrakło gdzieś takiego odpowiedniego oddzielenia jawy od snu, co zdecydowanie w tym przypadku nie jest zbyt dobrą rzeczą. Czasami jest to wymagane i naprawdę idealnie pasuje do zaprezentowanej historii, ale nie tutaj. A sami bohaterowie? Nijacy. Już nawet główna bohaterka nie wyróżnia się niczym szczególnym, taka szara myszka, która godzi się ze wszystkim, co dzieje się wokół niej. Dla mnie nie ma w niej ani krzty werwy czy pasji. Realia, w których rozgrywa się akcja? Zwyczajne: dom, szkoła, bal na zakończenie roku… Codzienność licealisty.

Silver. Pierwsza księga snów to taka prosta opowieść, którą czyta się szybko, ale raczej nie ma się ochoty do niej powracać, choć oczywiście zależy to od czytelnika. Jest to książka bardzo prosta, łatwa, niewnosząca nic nowego do literatury młodzieżowej, ale z pewnością potrafiąca zainteresować młodszego czy mniej wprawionego czytelnika. Nie trzeba przy niej za dużo myśleć, nie ma tutaj skomplikowanej intrygi czy porywającej akcji, która trzymałaby nas w napięciu aż do ostatniej strony. Ot, taka sobie historyjka. Mnie specjalnie nie urzekła, ale nie jest to powieść tragiczna. Rzekłabym wręcz, że taka typowa dla Kerstin Gier, idealna dla jej fanów, choć w ogólnym rozrachunku wypada zdecydowanie gorzej niż Czerwień rubinu.

 

Sheti by bookeaterreality dla BG

Recenzja: Silver. Pierwsza księga snów - Kerstin Gier
2.4Wynik ogólny
Świat przedstawiony
Kreacja bohaterów
Oryginalność fabuły
Styl pisania
Ogólne wrażenie
Ocena czytelników 13 Głosów