4 powody, by przeczytać Imperium Burz

1. Złożoność historii

Jak już kiedyś wspomniałam w recenzji, to już nie jest stary Szklany Tron. Już dawno minęły te czasy, w których martwiliśmy się tylko o Cealenę, Chaola i Doriana. Teraz na szali stoją losy całego świata i kto wie jak to się wszystko potoczy. Jedno jest pewne, w kwestii intryg i zagmatwania, Sarah J. Maas mogłaby konkurować z samym Georgem Martinem.

2. Niewyobrażalne, rozdzierające serce zakończenie

Co właściwie Maas serwuje już nam od kilku lat. Chociaż biorąc pod uwagę to, chyba tym razem przeszła sama siebie. Już widzę tę katorgę czekania na następną część. Miejmy chociaż nadzieję, że w tej powieści z Chaolem będzie o tym jakaś wzmianka, bo tak się po prostu nie da!

3. Emocjonalna burza

Bo chociaż w tej części króluje przede wszystkim miłość i pożądanie, autorka nie zapomniała o pozostałych uczuciach. Zawsze w powieściach Maas podobało mi się to, że bohaterowie przeżywają tyle emocji (tęsknota, strach, oddanie, żal, wściekłość, ogólnie z dużo by wymieniać) i przez to stają się jeszcze bardziej luddzcy.

4. Bo to prawie koniec!

Tak moi państwo, jeśli nie liczyć powieści Chaola (która będzie przecież opowiedziana z jego punktu widzenia, więc nie będziemy wiedzieli co się dzieje u Aelin i spółki), to to jest przed ostatnia część. Potraficie to sobie wyobrazić? Zdajecie sobie sprawę, że jeszcze tylko dwa lata i ta cała historia się zakończy? Że być może już nigdy nie spotkamy tych bohaterów w takiej formie? Jeśli chcecie wiedzieć co czują miliony czytelników na całym świecie, to uwierzcie mi, najwyższa pora dołączyć do fandomu.