Recenzja: Do zobaczenia nigdy – Eric Lindstrom

Parker Grant nie ma w życiu lekko: w tragicznym wypadku, w którym dziewczyna straciła wzrok, zginęła jej matka, a niedawno umarł również ojciec. W tym wszystkim rozstanie z chłopakiem trzy lata temu wydaje się najmniej istotne… a jednak to właśnie nieoczekiwany powrót Scotta wywoła lawinę wydarzeń, która wywróci do góry nogami mozolnie składany na nowo świat nastolatki.

Opis fabuły nie zapowiada niczego odkrywczego, prawda? W końcu ile to nie powstało książek o pokrzywdzonych przez los, młodych ludziach? W dodatku powieść Erica Lindstroma wydaje się być patologicznym przypadkiem, w którym autor postanowił połączyć dosłownie wszystkie tragiczne motywy zaczerpnięte z powieści young adult. Czytelnik zetknie się tu z utratą rodziców (jednego w wypadku, drugiego w wyniku domniemanego samobójstwa), utratą chłopaka (który w dodatku dotkliwie naruszył i tak wątłe zaufanie głównej bohaterki do otaczającego ją świata) oraz utratą zdrowia – w postaci nieuleczalnego kalectwa. Czym jeszcze można by przytłoczyć biedną Parker Grant? Tu zaczynają się schody, bo Parker Grant wcale nie jest biedna. I, jak głosi tekst na okładce, „wcale nie potrzebuje wzroku, żeby cię przejrzeć”.

Trzeba przyznać, że to rzeczywiście prawda – kreacja głównej bohaterki zdecydowanie nie przypomina typowej protagonistki w literaturze młodzieżowej. Owszem, to głęboko skrzywdzona, w gruncie rzeczy samotna nastolatka, jednak została przedstawiona z pazurem i niesłychaną naturalnością. Nie jest ani szarą, stłamszoną myszką, która spędza całe życie na użalaniu się nad sobą, ani promieniującą radością istotą, w której cierpienie uaktywniło pragnienie zbawienie całego świata. Parker jest niesamowicie… zwyczajna, a jednocześnie tak wyjątkowa. Wiele przeszła, więc wszystko, co próbuje zrobić, to przetrwać. Czy bywa przy tym zgryźliwa i złośliwa? Owszem. Ale kto na jej miejscu nie pozwalałby sobie na podobne zachowania?  Choć niektóre jej cechy noszą znamiona heroizmu (jak nieugięta wola walki i nieco makabryczne próby odcinania się od własnych uczuć), pozostaje przy tym dojmująco ludzka – zarówno w podejściu do samej siebie, jak i innych ludzi.

Parker to bohaterka, którą albo się pokocha, albo znienawidzi. Ja zdecydowanie należę do tej pierwszej grupy. Po pierwsze dlatego, że z taką nieidealną, momentami irytującą, ale charakterną i silną postacią znacznie łatwiej mi się identyfikować, niż z większością podobnych do siebie, mdłych postaci, jakie zazwyczaj obsadza się w głównej roli w tego typu książkach. Jednak największą zaletą Parker jest to, że dziewczyna ulega ciągłym zmianom. I nie mam na myśli tego, że jak chorągiewka przechyla się to na jedną, to na drugą stronę, podejmując wykluczające się, irracjonalne decyzje. Nie, proszę państwa – Parker naprawdę myśli. Umie przyznać się do błędu, choć czasem zajmuje jej to wiele czasu, zaś silny kręgosłup moralny (który można by błędnie uznać za zarozumiałość) nie przeszkadza jej w korygowaniu swojego sposobu myślenia.

I to właśnie jest najlepszym punktem całej historii – Parker nie jest jedyną poszkodowaną i Eric Lindstrom o tym nie zapomina. Bardzo podobało mi się to, jak autor zarysował jej relacje z innymi bohaterami. Siłą rzeczy powieść skupia się bardziej na wewnętrznym świecie dziewczyny i tym, jak ona osobiście wszystko odbiera. Jednak z biegiem czasu poznajemy coraz więcej szczegółów z życia jej przyjaciół; widzimy, że nie stanowią oni jedynie tła dla Parker, ale że wszyscy mają na siebie wzajemny wpływ – nawet postacie epizodyczne, ledwo zarysowane. Autor nie użala się nad swoją bohaterką. Ukazuje problemy innych osób: choć często przyćmione przez trudności, z jakimi mierzy się Parker, to przecież równie istotne i często wręcz druzgoczące.

Relacje bohaterów są przedstawione wspaniale. Informacje na temat wyglądu postaci są zazwyczaj zdawkowe, przez co czytelnik może bardziej skupić się na charakterach, osobowości i postępowaniu. Wzorem Parker, przestajemy zwracać uwagę na to, czy ktoś jest przystojny czy brzydki, gruby czy szczupły, biały czy innej narodowości. I właśnie dzięki temu autorowi udało się zaprezentować prawdziwy, wiarygodny związek – taki, w którym nie liczy się tak naprawdę, kto kogo podnieca i jak czyjeś części ciała wyglądają w obcisłych jeansach. To historia o bardzo silnych uczuciach, zaufaniu, szukaniu zrozumienia i wybaczenia: innym, ale też samym sobie.

Trzeba przyznać, że nie jest to „całkiem typowa” powieść young adult. Jeśli ktoś oczekuje emocjonalnego roller-coasteru z kolejnymi traumami z dzieciństwa wynurzającymi się z każdego rogu, za pewne będzie zawiedziony. Pomimo nagromadzenia tragedii, Do zobaczenia nigdy to wciąż zwykła, choć cudownie błyskotliwa powieść o zwykłych ludziach – i może dlatego mnie tak ujęła, choć gdzieś w głębi duszy cały czas liczyłam na piorunujący zwrot akcji. Dopiero potem dotarło do mnie, że życie tak nie wygląda; że w życiu każdy sam musi zadbać o to, by dopisać sobie szczęśliwe zakończenie – i tego właśnie nauczyła mnie Parker. I jestem jej wdzięczna za tę lekcję.

ookami by bookish-galaxy.blogspot.com

Recenzja: Do zobaczenia nigdy - Eric Lindstrom
4.0Wynik ogólny
Świat przedstawiony
Kreacja bohaterów
Oryginalność fabuły
Styl pisania
Ogólne wrażenie
Ocena czytelników 0 Głosów