Recenzja: Głębia Challengera – Neal Shusterman

Piętnastoletni Caden nie reprezentuje dobrze znanego typu bohatera, który cierpi w wyniku tragicznych wydarzeń z okresu dzieciństwa. Jego nastoletniego istnienia nie naznaczyła żadna trauma; nikt go nie bił, nie molestował, a jego rodzice nie są alkoholikami. Mimo to dręczą go demony, których natura nie jest bynajmniej powiązana ze smutną przeszłością. Potwory Cadena mieszkają we wnętrzu jego głowy i stopniowo opanowują całą, otaczającą go rzeczywistość: zajmują miejsce jego rodziców i kolegów szkolnych, zamieszkują w przypadkowych przedmiotach i zawieszonych na ścianach rysunkach. Chłopak powoli zatraca się w tym świecie, dzień po dniu tracąc zdolność do odróżnienia prawdy od fikcji. I chociaż jest pewien, że przebywa w szkole, swoim domu i okolicy, to wie też, że podróżuje na pokładzie statku kierującego się ku najgłębszemu miejscu na ziemi, w samym centrum Rowu Mariańskiego. Oba te światy znajdują się na kolizyjnym kursie – tylko czy Caden wyjdzie z ich zderzenia cało?

Początkowo lektura książki szła mi dość opornie – nie miało to jednak nic wspólnego z jej ewentualnymi brakami czy mankamentami. Trzeba przyznać, że narracja (i sam styl pisania) jest dość specyficzny. Niby widać w tym surowe, a jednocześnie niezwykle przejmujące pióro Shustermana, znane chociażby z serii o Podzielonych. Z drugiej strony, dość szybko zapomniałam, że autorem powieści nie jest chorujący na schizofrenię nastolatek, lecz jego ojciec; rodzic piszący o własnym dziecku! Osobiście trudno mi wyobrazić sobie poziom wrażliwości, empatii, zrozumienia i odwagi, który pozwolił na stworzenie tej książki – i to zarówno ze strony Nela, jak i Brendana, którego można utożsamić z głównym bohaterem. Głębia Challengera to przejmujący dziennik; zapis najpierw postępującej, pożerającej chłopaka choroby, a potem walki z nią. W tym swoistym pamiętniku ani na chwilę nie uświadczymy patetycznego czy moralizatorskiego tonu, czego w książce o chorobie psychicznej można by się obawiać. Dlaczego więc, mimo powyższych zachwytów, było mi tak trudno wgryźć się w tę historię?

Powód jest prosty: ponieważ ta książka jest tak dobra. Ponieważ jest tak dobra, że czytelnik przestaje być biernym świadkiem wydarzeń, a zaczyna być ich uczestnikiem. Zaczyna wczuwać się w położenie Cadena. Zaczyna rozumieć jego sposób myślenia, lęki, stopniowy rozpad psychiki. Przez całą powieść wyraźnie czuć, że historia została oparta na prawdziwych wydarzeniach – a to tylko potęguje niepokój, który i tak narasta z każdą przewróconą stroną. Shusterman zmierzył się z chyba najbardziej przerażającym aspektem ludzkiej psychiki: pokazał ze szczegółami moment (a raczej cały szereg momentów), kiedy umysł zaczyna być największym wrogiem człowieka; kiedy nie liczy się już to co widzimy, lecz to, w co wierzymy – bo właśnie w ten podstępny sposób działa choroba, na którą zapadł Caden.

Rozdziały są bardzo krótkie i często mają charakter fragmentaryczny, zwłaszcza część poświęcona rzeczywistości – temu prawdziwemu, realnemu światu, coraz bardziej ginącemu w odmętach postępujących zaburzeń. Wątek poświęcony podróży przez ocean wydaje się być nieco bardziej linearny, jednak wraz z rozwojem fabuły, występujące w nim absurdy i na pozór sprzeczne sytuacje stają się coraz bardziej zagmatwane.

Głębia Challengera to wyjątkowa książka. Jej lektura nie należała do łatwych, podobnie zresztą jak tematyka, której się podejmuje. Szczególnie polecam ją osobom, dla których schizofrenia jest czymś obcym – głęboko wierzę, że podróż Cadena pobudzi u czytelników empatię, tak bardzo potrzebną do pojęcia przerażającego ogromu wyzwań, z którymi musi się zmierzyć cierpiąca na tę chorobę osoba.

ookami by bookish-galaxy.blogspot.com

Recenzja: Głębia Challengera - Neal Shusterman
4.8Wynik ogólny
Świat przedstawiony
Kreacja bohaterów
Oryginalność fabuły
Styl pisania
Ogólne wrażenie
Ocena czytelników 4 Głosów