Oto szczegóły nowej powieści Maggie Stiefvater!

Maggie Stiefvater nie spoczywa na laurach. W zeszłym roku poznaliśmy zakończenie serii ,,Króla kruków”, a 10 października na półkach zagości jej nowa powieść. Przeczytajcie opis książki i wywiad z autorką.

W ,,All the Crooked Saints” poznajemy historię rodziny Sorii oraz ich poszukiwania własnego cudu. Mamy Beatriz, która wydaje się być pozbawiona uczuć, ale pragnie studiować własny umysł; Daniela, ,,Świętego” Bicho Raro, cudotwórcę, który troszczy się o wszystkich prócz siebie; oraz Joaquin (a.k.a. Diabeł Diabeł), która prowadzi nielegalną radiostację w godzinach nocnych.

 

,,W książce występują sowy, bo są one naukowymi stworzeniami, z którymi wiąże się mnóstwo przesądów. Są róże, bo są one tak magicznymi kwiatami, że nauce zajęło sporo czasu, by je zrozumieć. Połączcie to, i cóż – jak to mówią dzieci, tak wyszło. Oto książka.” – opowiada Entertainment Weekly Stiefvater.

Entertainment Weekly: Każdy z trójki bohaterów szuka cudu. Co one, lub sama ich idea, dla nich znaczą?

Maggie Stiefvater: Cuda! Cuda! Cuda! Ta książka jest ich pełna. Przez pierwsze dwanaście lat mojego życia byłam uczona przez zakonnice, więc zostałam wychowana w towarzystwie najróżniejszych świętych: świętych, którzy po ścięciu głowy, nieśli ją przez ulice miasta; świętych, którzy wypędzali demony z wiadra po mleku; świętych, którzy wznosili się do nieba.

Rodzina Sorii również jest święta, a cuda, które wykonują dla pielgrzymów są tak osobliwe, jak większość cudów: mogą sprawić, że mrok wewnątrz ciebie stanie się widoczny. Kiedy pielgrzymi stają z nim twarzą w twarz, to od nich zależy, czy kolejny cud wykonają sami: czy wygnają zło na dobre. To może być ciężka sprawa, pokonanie wewnętrznych demonów, nawet gdy wiesz kim są. Ale rodzina Sorii w tym już nie może pomóc. Wiedzą, że jeśli zaangażują się w drugi cud, pojawi się ich własny mrok, a jak wszyscy wiedzą, mrok świętych jest najpotężniejszy i najbardziej niebezpieczny.

Ci trzej kuzyni mają swój własny stosunek do rodzinnych cudów: Daniel, obecnie działający Święty w Bicho Raro, chce pomóc pielgrzymom przezwyciężyć ich mroki z powodu świętości i empatii. Beatriz pragnie, by rodzina Sorii podchodziła do tego bardziej z naukowej strony. Natomiast Joaquin jest mniej zainteresowana cudami, a bardziej nadawaniem rock & rolla z nielegalnej stacji na tyłach zdezelowanej ciężarówki.

Jak wpadłaś na nazwę ,,Bicho Raro”?

Właśnie skończyłam pisać dość ciężki finał ,,Kruczego Cyklu” i pomyślałam, że byłoby fajnie przełączyć się na bardziej pozytywne rzeczy – wolno mi tak powiedzieć? ,,Brzmi dobrze”? Czy brzmi to dla ciebie jak powieść Stiefvater?

Więc starałam się tak bawić językiem, jak tylko mogłam. Doszłam do wniosku, że jeśli moje słowa będą figlarne, moi czytelnicy również. ,,Bicho raro” (,,rzadki robak”) służy do określania dziwnych ludzi miłymi słowami, jak ,,osobliwy ptak” czy ,,dziwna kaczka”. Bardziej niż na rodzinie Sorii, wolałam się skupić na tych różnych pielgrzymach, którzy przychodzili do Bicho Raro.

Dlaczego akurat tam rozgrywa się akcja?

Trzy lata temu, przekonałam nauczycieli, że zamiast latania przez całą moją trasę Grzesznika, książki rozgrywającej się w świecie ,,Drżenia”, wolę przyjechać do nich moim Camaro z 1973. Siedem tysięcy mil, od wybrzeża do wybrzeża, samotna amerykańska dziewczyna w podrasowanym samochodzie, oglądającą bogactwa naszego kraju podczas wypluwania z siebie słów o wypalonych wilkołakach – nic nie mogło pójść źle.

Spoiler: wszystko poszło źle. Cały mój czas spędziłam na spotkaniu z czytelnikami i reperowaniu Camaro na poboczu.

W pewnym momencie poszły hamulce (drugi raz) i zatrzymałam się w warsztacie w Del Norte, Colorado. Słońce było białe, powietrze zakurzone, a góry wokół mnie ostre niczym igły. Kiedy czekałam na mechanika, by rzucił okiem na mój samochód, recepcjonistka opowiedziała mi historię o prostej jak strzała pustynnej drodze, demonach tańczących wśród pyłków kurzu i obcych objawiających się w nocy.

Więc pomyślałam sobie: tu będzie się rozgrywała akcja mojej następnej powieści.

Dlaczego umieściłaś All the Crooked Saints w latach 60? Czy coś z historii Colorado z tego okresu przemawia do ciebie?

Muzyka! Muzyka! Muzyka! Kiedy dorastałam w latach 80, mój ojciec zawsze miał ustawione radio na Złote Przeboje – wtedy do mnie nie docierało, że to nie była zwyczajna muzyka. Myślałam, że każdy nuci pod nosem Del Shannon, Patsy Cline czy the Byrds. Nawet gdy odkryłam prawdę, to nie miało znaczenia; ta muzyka była dźwiękami mojego dzieciństwa. Myślę, że w muzyce z lat 60 i ogólnie w latach 60 jest coś, co idealnie pasuje z powieścią o młodzieńczych doświadczeniach – wtedy też dojrzewała sama Ameryka, był to czas tajemniczej radości, niewinnej straty, niewygodnej samoświadomości limitów tradycji i kolorowego oczekiwania na zmianę, a wszystko to było zabarwione emocjami i pilnością. Jeśli to nie jest opis bycia nastolatkiem, to nie wiem co jest.

Od pięciu lat tylko czekałam, żeby napisać powieść z tą muzykę w tle i w końcu to nabrało jakiegoś sensu. Spędziłam niesamowity czas, niemal użalając się nad sobą, słuchając podcastu Joaquin i Beatriz.

W twojej pracy zawsze przewijał się aspekt magicznego realizmu. Co na ciebie wpłynęło?

Magia! Magia! Magia! W tej książce, byli to dokładnie Isabel Allende, Gabriel García Márquez, Erick Setiawan, Ali Shaw i może nawet John Irving – przeczytałam mnóstwo niesamowitego magicznego realizmu i krzywdzących, intymnych, rodzinnych historii przez ostatnią dekadę i Święci są moim ukłonem w ich stronę. Byłam też także oczarowana przez filmy – naprawdę chciałam uchwycić nastrój pozycji takich jak Big Fish, Chocolat czy Amélie. Te kaprysy, magia, nostalgia.. Żyjemy w trudnych, dziwnych czasach, więc chciałam napisać o magii – zawsze chcę – ale czułam też, że chcę pozostawić czytelników z czymś, co uczyniłoby ich szczęśliwych, pełnych nadziei i podekscytowanych w kwestii tych wszystkich cudów, które istnieją na tym świecie.

Oczywiście muszę też zadać jedno pytanie o nadchodzącej trylogii o Ronanie. Czy jest coś, co mogłabyś nam zdradzić?

Napiszcie tu – powiedziała Stiefvater – enigmatyczny uśmiech.

Czekacie na nową powieść Maggie? Dajcie znać w komentarzu!

 

 

 

 

  • Captain

    Nie sadzilam ze moze byc cos bardziej pozytywnego niz Król Kruków . Powiesci Stiefvater coraz mniej mnie interesuja

  • Beatas125

    Okładka przecudowna, a co do przyszłej treści nowej książki Meggie S. to znowu widzę, bohaterowie będą bardzo różni, aczkolwiek boje się, że autorka znowu zrobi zakończenie na silę, bądź takie, po którym będę miała daalej ogrom pytać dotyczących nie dokończonych spraw…