Recenzja: Pieśń Dawida – Amy Harmon

piesn-dawidaTag Taggert to buntownik, złodziej damskich serc i imprezowicz. Tag Taggert to typ alkoholika i samobójcy. Przede wszystkim jednak Tag Taggert to wojownik, który w życiu stoczył za wiele nie swoich walk. Niezwykła przyjaźń z Mojżeszem sprawiła, że jego dusza znów nabrała kolorów, a poznanie niewidomej Millie przywróciło mu chęć do życia. Mimo wszystko pewnego dnia Tag Taggert po prostu znika. Ot tak, bez śladu. Pozostawia po sobie jedynie stertę ponumerowanych kaset – ostatnie pożegnanie. Jednak przyjaciele nie pozwalają mu odejść – za wszelką cenę starają się go odnaleźć.

Pieśń Dawida to kontynuacja Prawa Mojżesza – pięknej, druzgoczącej książki, która wyszła spod pióra Amy Harmon – i tak jak ona wywołuje w czytelniku niesamowite, czasem sprzeczne ze sobą emocje.

Większość bohaterów Pieśni Dawida zdążyliśmy już poznać i pokochać w poprzedniej części. Nie ukrywam, że Mojżesz to według mnie jedna z najlepiej nakreślonych postaci, o jakich ostatnimi czasy miałam okazję czytać. Jest autentyczny, nieprzerysowany, a jego charakter równoważą zarówno zalety, jak i wady. W tej części dochodzi Millie – niewidoma, piękna dziewczyna o romantycznej duszy. Tutaj także Amy Harmon nie zawiodła – Millie jest tak prawdziwa, że mogłaby mieszkać obok nas, spokojna, cicha, a jednocześnie tak bardzo żywiołowa. Taga poznaliśmy już wcześniej, ale teraz mamy okazję przyjrzeć się mu bliżej – poznać jego obawy, nadzieje i chwile radości. To właśnie bohaterowie są największym atutem pisarstwa pani Harmon.

Fabuła trzyma się podobnej konwencji, co część pierwsza. Od początku wiemy, że coś jest nie tak, że to nie będzie do końca szczęśliwe zakończenie. I chociaż właśnie dlatego nie powinniśmy być zaskoczeni, kiedy docieramy do końca, czujemy coś na kształt niespodzianki i zdumienia. Choć ten tom nie jest tak bardzo nacechowany emocjami, jak poprzedni, każdą chwilę przeżywamy razem z Millie, Mojżeszem i Tagiem, kibicujemy im, trzymamy kciuki za ich powodzenie, tęsknimy razem z nimi.

Bardzo dużym plusem jest tu swego rodzaju oryginalna narracja. Taga osobiście spotykamy dopiero pod koniec – przez większość czasu przeżywamy jego życie za pomocą nagrań, jakie pozostawił Millie. Czytając to, potrafiłam sobie wyobrazić charakterystyczny szum i trzaski, jakie wiążą się z odsłuchiwaniem kaset magnetofonowych. Może nie wszyscy to zrozumieją – czy młodsze pokolenie, wychowane na MP3 i płytach CD w ogóle wie, o czym mówię?

W tak emocjonujących książkach bardzo ciężko jest mi znaleźć wady, a jednak jest coś, co w Pieśni Dawida nie przypadło mi do gustu. Zakończenie. Jest… inne niż reszta książki, a przez to wydaje się troszkę od niej oderwane, jakby niepasujące. Nie zrozumcie mnie źle – jest piękne, tajemnicze, emocjonalne, ale jednak nie takie, jakiego się spodziewałam.

Pieśń Dawida polecam z czystym sumieniem wszystkim, którzy nie boją się emocji. Mam nadzieję, że polskie wydawnictwa zechcą wydać także pozostałe książki pani Harmon, po które chętnie sięgnę!

Moja ocena: 5/6

by Talaith z talathebookishgirl