Recenzja: Siła niższa – Marta Kisiel

Recenzja: Siła niższa - Marta Kisiel
1.2Wynik ogólny
Ocena czytelników 0 Głosów

kisielsilanizszaSiła niższa to kontynuacja wydarzeń z Dożywocia, którego nie było mi dane czytać. Jakoś nigdy nie było mi po drodze z twórczością Marty Kisiel, aż nadszedł ten dzień, w którym spróbowałam – bez specjalnych oczekiwań, bez żadnego konkretnego nastawienia. Już od samego początku coś mi jednak nie pasowało, dlatego postanowiłam dowiedzieć się czegoś więcej o tej pozycji. Właśnie w ten sposób uświadomiłam sobie, że sięgnęłam po drugi tom, nie znając zupełnie pierwszego. Jednak każdy czytelnik wie, że czasami nie ma to większego znaczenia i spokojnie można czytać kontynuację serii nie znając poprzednich części. Jednak w tym przypadku to się chyba nie sprawdziło.

Już na samym początku otrzymujemy wyjaśnienie, czym jest owa siła niższa, jednak nie do końca byłam w stanie w dalszej części książki znaleźć odniesienia do tych słów. Być może miałam chwilowy spadek siły twórczej, a kreatywna strona mojego umysłu ucięła sobie drzemkę, a być może po prostu go tam nie ma. Ciężko było mi się połapać w fabule oraz w bohaterach – i to właśnie jest mój główny problem z tą powieścią, choć chyba faktycznie wynika to z mojej nieznajomości poprzednich wydarzeń. Wydaje mi się, że gdybym zapoznała się wcześniej z Dożywociem, zrozumienie tego, o czym jest Siła niższa przyszłoby mi z większą łatwością. Taka jest pierwsza możliwość, chyba w istocie bardzo prawdopodobna, natomiast może być też tak, że po prostu z samą historią jest coś nie tak. Nie znam jednak twórczości autorki na tyle, żeby to jednoznacznie stwierdzić.

Głównym bohaterem powieści jest Konrad Romańczuk, prawdopodobnie uzależniony od zakupów w Tesco. Człowiek raczej zwyczajny, dla mnie niczym się niewyróżniający, chwilami po prostu nudny i bezpłciowy, ale może to być tylko moje subiektywne odczucie. Jego życie jest na pozór normalne, choć wyróżnia się jedną rzeczą – obecnością prawie namacalnego anioła stróża. Nie jest to stereotypowy anioł stróż, o jakim pomyśleliście od razu po przeczytaniu tych słów. W powieści tej pojawia się ich właściwie kilka i każdy jest zupełnie odmienną osobowością. Jeden nazywa się Licho, inny Tsadkiel – dosyć niepowszechne imiona dla anielskich istot. Ciężko mi ich scharakteryzować, bowiem nie zżyłam się z żadnym z bohaterów stworzonych przez Martę Kisiel, ale jedno jest pewne – znajdziecie tutaj bardzo różnorodne postaci i być może Wam uda się z nimi zaprzyjaźnić. Mnie to nie było dane, ale też jakoś specjalnie nad tym nie ubolewam.

W trakcie lektury poznajemy codzienne życie Konrada i towarzyszących mu aniołów. Ich przygody są różne, często związane z tym, z czym mamy do czynienia na co dzień, ale mają one w sobie coś osobliwego. Wydaje mi się, że dla wielu osób będą one przezabawne, bowiem Marta Kisiel nie stroni od humoru, choć mnie jakoś specjalne one nie ruszyły. Właściwie przykro mi to nawet stwierdzić, ale ta książka nie wzbudziła we mnie żadnych emocji. Niestety, wynika to z mojego zniechęcenia wynikającego z niemożliwości odnalezienia się w fabule i rozgrywających się tutaj wydarzeniach. Po prostu nie umiałam wejść do tego świata i stać się jego częścią. Pojawiło się tutaj za dużo niewiadomych, których wyjaśnienie znalazłabym zapewne w Dożywociu. Wtedy być może doznałabym olśnienia, ale na tę chwilę mój mózg się po prostu zbuntował i nie chciał się otworzyć na tę historię. Ale wiecie co? Mimo wszystko intuicja podpowiada mi, że to po prostu nie do końca moja bajka. A moja intuicja jeszcze nigdy się nie pomyliła.

Siła niższa na pewno spodoba się wszystkim fanom autorki – przeczuwam, że ma ona swój własny styl, który pokochali i z utęsknieniem wyczekiwali kolejnych przygód Konrada. Być może ja zabrałam się za tę książkę w złym miejscu o złym czasie. W tym przypadku popełniłam błąd sięgając pod kontynuację, gdy nie znałam wcześniejszych wydarzeń. Nie wiem jednak, czy gdybym początkowo zapoznała się z Dożywociem, to czy miałabym ochotę na drugi tom. Moje odczucia stoją pod wielkim znakiem zapytania, ale na ten moment nie mam ochoty go skreślać. Mój mózg pozostaje oporny, dlatego nie będę go do niczego zmuszać. Przyznaję, w książce da się zauważyć dobre strony – przyjemny język, szybkość czytania, różnorodne postaci i przygody, specyficzny humor. Ja jednak nie byłam w stanie wczuć się w tę opowieść – czasem tak bywa. Dlatego ciężko jest mi ją sprawiedliwe ocenić, a więc nawet nie spróbuję. Myślę, że fani autorki tak czy siak sięgną po tę powieść, a inni jak tylko będę mieli ochotę spróbować jej twórczości to po prostu to zrobią i sami się przekonają, czy warto.

 

Sheti by bookeaterreality dla BG