Recenzja: Uratuj mnie – Anna Bellon

28 wrzesień

Uratuj mnie to debiut literacki młodej autorki, Anny Bellon, który został okrzyknięty sensacją polskiego Wattpada. Tak na dobrą sprawę, nigdy nawet nie odwiedziłam tej strony. Wiem o jej istnieniu i tyle mi wystarcza, nigdy nie odczułam nawet potrzeby zaglądania tam. Nie mam żadnego urazu, choć pamiętam czasy, kiedy swoją twórczość niektórzy publikowali na blogach – były to opowiadania czy też po prostu fan-fiction, sama nawet próbowałam, ale osobiście uważam, że po prostu się do tego nie nadaję. Czy do zapoznania się z tą lekturą zachęciło mnie coś specjalnego? Nie, zdecydowanie nie było to nic konkretnego, ot tak, zwykła zachcianka – dosyć łatwa do spełnienia.

W powieści tej poznajemy przede wszystkim historię dwójki młodych ludzi. Maja, zamknięta i pogrążona w żałobie nastolatka, która po tragicznej śmierci swojego starszego brata zaczęła się odsuwać od wszystkich znajomych, boi się kolejnej utraty, dlatego unika jakiejkolwiek bliskości z drugim człowiekiem. Po drugiej stronie stoi Kyler, pseudo bad-boy, który żałuje swojego dawnego życia i tego, co robił. Pochodzi z toksycznej rodziny i marzy tylko o chwili, w której będzie mógł się uwolnić od ojca tyrana. Doskonale jednak zdaje sobie sprawę z tego, że nie może zostawić swojej matki na pastwę losu i życie u boku nieszanującego jej męża. Zarówno Maja jak i Kyler żyją w klatce, praktycznie w potrzasku. Czy oboje będą w stanie się uratować?

Mam bardzo mieszane odczucia, co do tej książki. Ma ona swoje plusy i minusy, choć nie jestem pewna, które elementy zyskują przewagę. Z pewnością należą się gratulacje dla Anny Bellon, że w tak młodym wieku udało jej się wybić ze społeczności Wattpada, a jej powieść została wydana przez naprawdę dobre wydawnictwo. Należy jej się uznanie za to, że walczyła o swoją twórczość i się nie poddawała, choć nie okłamujmy się, historia Mai i Kylera nie jest niczym oryginalnym. To historia jakich wiele, niewyróżniająca się niczym szczególnym. Chciałabym napisać, że pojawia się tutaj jakaś innowacja, jakiś powiew świeżości, ale tak nie jest. Historie tego typu to bardzo często te same schematy, te same stereotypy, a jednak wciąż istnieje grono czytelników, a może bardziej czytelniczek, które uwielbiają takie opowieści. Dla mnie są to typowe odmóżdżacze, które chwilami nawet tutaj nie spełniają swojej roli, bowiem bywają niezwykle irytujące.

Sama książka i przedstawiona w niej historia być może nie jest irytująca, a raczej po prostu przewidywalna i nieskomplikowana. Rozwój wydarzeń jest logiczny, ale zdecydowanie nie pojawia się tutaj żaden element zaskoczenia. Dodatkowym motywem jest muzyka, bowiem poza tym, że mamy do czynienia z romansem dwójki głównych bohaterów, o którym za chwilę, to jest to również zaprezentowanie grupy przyjaciół, których połączyło stworzenie zespołu. Jednakże jest to tylko pewne urozmaicenie, o którym chwilami nawet zapominałam, bowiem największy nacisk jest jednak położony na Maję i Kylera, ich przeszłość oraz rozwijającą się relację. Uczucie między nimi rozwija się stopniowo, ale od początku wiadomo, do czego zmierzamy. Niestety, wiele razy miałam wrażenie, że sama akcja toczy się dziwnym tempem, pełnym szybkich przeskoków, za czym raczej nie przepadam. A sam romans? Przypominał mi takie typowo nastoletnie zaloty, o których skrycie marzy każda czternastolatka (uwaga, bohaterowie są starsi!). Jednak toczące się pomiędzy Mają i Kylerem dialogi, wymieniane smsy czy po prostu samo zachowanie było raczej dziecinne. To ten rodzaj ekscytacji, kiedy ma się kilkanaście lat, zaczyna się dostrzegać płeć przeciwną i że tak kolokwialnie powiem, jara się tym, że w wiadomości na Facebooku pojawił się dwukropek z gwiazdką.

Trzeba jednak przyznać, że książka mimo swojej prostoty potrafi wciągnąć. Czyta się ją bardzo szybko i lekko, ale raczej nie jest to historia, którą się zapamiętuje na długo. Ginie w wielu innych książkach tego typu, jak już wyżej napisałam, po prostu się niczym nie wyróżnia. Nie jest najgorzej, ale zdecydowanie nie jest też najlepiej – Maja bywa irytująca, chwilami bywa zbyt różowo i cukierkowo, choć podoba mi się to, że każdy z bohaterów ma za sobą jakąś mroczną, choć też mało zaskakującą przeszłość, z którą się wciąż mierzy. Być może wszystko dzieje się zbyt szybko, co sprawia, że brakuje tutaj życiowej głębi, gdyż wszystko po krótkiej chwili okazuje się banalnie proste. Myślę, że odpowiednim określiłabym mianem przeciętnej, ale w miarę poprawnej. Z pewnością będzie świetną lekturą dla osób lubujących się w tego typu historiach, ale w przypadku bardziej wymagającego czytelnika raczej się nie sprawdzi. Moja ocena to takie 3/5.

 

Sheti by bookeaterreality dla BG