Recenzja: Prawo Mojżesza – Amy Harmon

PRAMOJ_okladka_podgladMojżesz od swych pierwszych dni stawiał czoło śmierci. Znaleziono go w koszu na pranie – wycieńczonego, maleńkiego. Mimo przeciwnościom losu przeżył, lecz nie było to życie pozbawione problemów. Egzotyczny, samotny, mroczny chłopak pakował się w kłopoty w każdym miejscu, do jakiego trafił. Aż w końcu na jego drodze stanęła Georgia. Za cel obrała sobie zburzenie muru, jakim otoczył się ten fascynujący i tajemniczy chłopak. Nie zdawała sobie tylko sprawy, że zbliżenie się do niego napełni ją zarówno nadzieją, jak i równie wielkim bólem.

Amy Harmon jest autorką bestsellerów, jednak Prawo Mojżesza jest jej pierwszą książką, jaka została przełożona na język polski. Osoby, którym nie jest straszna literatura anglojęzyczna, mogą znać ją z powieści Making Faces.

Ta historia nie kończy się happy endem – czytamy na okładce. Szczerze mówiąc, te słowa mnie nieco przeraziły, a jednocześnie niesamowicie ucieszyły. Kocham książki, które niszczą mnie od środka i wywołują łzy rozpaczy i gniewu, lecz bardzo ciężko jest mi się po tym później pozbierać. I wiecie co? Nie zawiodłam się tu ani trochę. Już sam prolog sprawił, że Prawo Mojżesza stało się dla mnie czymś więcej niż tylko książką.

Amy Harmon posługuje się bardzo poetyckim, chwytającym za serce językiem. Doskonale potrafi oddać emocje, jakie miotają bohaterami. Przekazuje czytelnikom ich najskrytsze myśli w niebanalny, przesycony uczuciami sposób, przez co przerwanie lektury i odłożenie książki na półkę staje się niemalże niemożliwe. A kiedy już docieramy do końca, w naszych sercach pojawia się tęsknota – tęsknota za miłością tak wielką, że jest w stanie pokonać śmierć.

Historia o „przed” i „po”, o zaczynaniu od nowa i o wieczności. Historia pełna skaz i pęknięć, szaleństw i dziur. Przede wszystkim jednak historia o miłości. Nasza historia.

Kreacja bohaterów stoi tu na mistrzowskim poziomie. Nikt nie jest tu stereotypowy, nikt nie jest przerysowany. Każda postać ma indywidualne cechy charakteru, które mają za zadanie budzić w czytelniku różne odczucia. I swoje zadanie spełniają z pełnym zaangażowaniem. Możemy ich kochać, możemy nienawidzić, ale na pewno pozostają w naszej pamięci.

Fabuła jest tu spójna i dopracowana z najmniejszymi detalami. Nie jest to zwyczajna historia o miłości, a tego tak naprawdę się spodziewałam. Ciężko jest mi określić, do jakiego gatunku można zaliczyć Prawo Mojżesza. New Adult, thriller, paranormal? Chyba wszystko po trochu, wymieszane w taki sposób, by powstało arcydzieło. A punkt kulminacyjny? Ach, co to był za punkt kulminacyjny! W mojej głowie panował istny chaos i kłębowisko myśli, a kiedy przeczytałam ostatnie zdanie, poczułam spokój.

Książkę polecam każdemu, kto ma ochotę na emocjonalną podróż. Ta historia sprawi, że zatracicie się bez reszty. Poczujecie ból, stratę, wszechogarniający smutek, a przede wszystkim miłość. Miłość spełnioną i tę pozbawioną spełnienia. Miłość bez końca.

Moja ocena: 6/6

by Talaith z talathebookishgirl

  • Sylwia Mróz

    Mam tą książkę na półce i od razu po przeczytaniu recenzji postanowiłam,że po nią sięgne. Nie jestem fanką NA ani YA ale ta książka mnie zaciekawiła. Nie mogę się doczekać, aż to wydawnictwo wyda ,,Pieśń Dawida” czyli drugi tom tej serii.

    • Talaith

      Och, tak! Ja już wyczekuję!

  • Julia

    Ja się podjarałam, czytając samą recenzję, a co dopiero podczas wbicia do książki XD