Recenzja: Angelfall. Penryn i Kres Dni – Susan Ee

2 wrzesieńTwórczość Susan Ee pokochałam już od pierwszych stron „Angelfall”. Moja miłość utrzymywała się przez cały drugi tom i nie zgasła ani na chwilę podczas czytania tomu trzeciego. Problem z finałami serii jest jeden, zwłaszcza gdy jest to seria chwytająca czytelnika za serce… Z jednej strony chciałoby się więcej czasu spędzić z ulubionymi bohaterami, z drugiej ma się wrażenie, że zakończenie danej historii jest nieuniknione. Jednak Susan Ee całkowicie mnie usatysfakcjonowała.

Penryn i Raffe muszą się ukrywać. Ją ścigają anioły żądne zemsty, on z kolei musi znaleźć lekarza, który na nowo przyszyje mu skrzydła. Czasu jest coraz mniej, a problemów coraz więcej. Penryn pragnie znaleźć kogoś, kto mógłby odwrócić efekty operacji przeprowadzonej przez anioły na jej młodszej siostrze. Wkrótce okazuje się, że anioły nie próżnują. Do świata ludzi sprowadzają bestie rodem z biblijnej apokalipsy. Każda ze stron staje do walki, ale wszystko wskazuje na to, że rasa ludzka jest skazana na zagładę. Dopiero nietypowe sojusze mogą to zmienić. Jednak kto ostatecznie zostanie zwycięzcą?

Nie ukrywam, że naprawdę wyczekiwałam tej książki. Byłam bardzo ciekawa zakończenia historii, w każdym jej aspekcie. Penryn stała się bliska memu sercu, nie raz byłam w stanie się z nią identyfikować, a Raffe całkowicie mnie oczarował. Jak nie lubię aniołów, tak ten skradł moje serce. Z ogromną przyjemnością śledziłam ich losy od samego początku, a doskonałe tempo i dynamika akcji sprawiały, że ciężko mi się było od nich oderwać. Susan Ee ma talent do tworzenia opowieści, które całkowicie pochłaniają czytelnika.

Ostateczna bitwa jest coraz bliżej, a czytelnik nie ma bladego pojęcia, kto zwycięży. Czy po tej pozycji można się spodziewać happy-endu? Można mieć na niego jedynie nadzieję, a tak naprawdę aż do ostatniej strony jesteśmy trzymani w ogromnym napięciu. Czy któryś z głównych bohaterów zginie? Czy ludzie zwyciężą? Co się stanie z aniołami? Czy RaffeUpadnie? Te i wiele innych pytań pojawiało się w mojej głowie, co z kolei potęgowało moją ciekawość i zaangażowanie w lekturę. Owszem, pewne zachowania Penryn są możliwe do przewidzenia, ale to tylko dzięki temu, że jest to doskonale wykreowana postać, więc jeżeli mieliśmy okazję odpowiednio dobrze ją poznać w pierwszych tomach trylogii, to teraz będziemy w stanie zgadnąć, co też dziewczyna za chwilę zrobi.

Na wielkie uznanie zasługuje wizja apokalipsy, którą stworzyła autorka. Z jednej strony pojawiają się elementy biblijne, a z drugiej przedstawia ona anioły jako tych złych. Zazwyczaj są to istoty przedstawiane jako boskie, pełne dobroci i światła, toteż takie ich wykreowanie jest czymś oryginalnym i niespotykanym. Muszę przyznać, że Świat Po jest naprawdę znakomicie opisany i widać, że autorka wszystko dobrze przemyślała. Każdy z bohaterów ma swoją rolę do odegrania, nikt nie pozostaje tutaj pominięty i jego zadanie okazuje się być ważnym elementem większego zadania. Autorka stworzyła gamę różnobarwnych bohaterów, którzy wzbudzają w czytelniku sporo różnych emocji – od sympatii po nienawiść.

„Angelfall. Penryn i Kres Dni” to doskonałe zwieńczenie serii, które porwało mnie na dobrych kilka godzin. Nie byłam w stanie odłożyć tej książki na półkę, bowiem zostałam wchłonięta do świata Penryn, zakochałam się w archaniele i walczyłam u ich boku. To powieść, która mnie oczarowała i wzruszyła, a także uświadomiła, jak ważna jest rodzina, przyjaciele, honor i odwaga. Gorąco polecam całą serię, bowiem posiada wciągającą fabułę, znakomicie wykreowanych bohaterów, świetne tempo akcji i potrafi trzymać w napięciu do samego końca! Wystawiam 5+/6.

Sheti by bookeaterreality dla BG

  • Niestety ta recenzja jest mało użyteczna. Poziom książki 1 a 3 to niebo a ziemia.