Recenzja: Monument 14. Odcięci od świata – Emmy Laybourne

monumentDwanaście dni… Jak wiele może się zmienić przez dwanaście dni i czego w tym czasie można dokonać… Widzicie, świat może stanąć na głowie w przeciągu paru chwil, ułamków sekundy, w czasie tak krótkim, że nawet nie zdążymy zakodować w głowach tego,co się dzieje. Jednak w przeciągu takich dwunastu dni można już zacząć się przystosowywać do nowej sytuacji, można zorganizować grupę i stworzyć nowy plan działania. Czy dzieciakom z Monumentu się to udało?

Natura bywa okrutna i przekonali się o tym mieszkańcy wybrzeża Stanów Zjednoczonych. Potężne tsunami spustoszyło całkowicie to miejsce, a jakby tego było za mało, całości dopełniły potężne burze z gradem i wydostanie się z ośrodka wojskowego chemikaliów. Chemikaliów, które w niekontrolowany sposób przedostają się do naszych organizmów i zmieniają nas w schizofreników lub agresywne bestie rządne krwi. W centrum handlowym pozostaje grupa dzieciaków, które utknęły tam w wyniku wypadku autobusu wiozącego ich do szkoły. Nawet nie wiedzą, ile mieli szczęścia, że nie przyszło im zostać na zewnątrz. Jednak kij zawsze ma dwa końce, a czas spędzony w zamknięciu bez wiedzy, co dzieje się z ich rodzinami i resztą ludzi, wcale nie jest cudowny…

Mieliście kiedyś takie marzenie, żeby zostać w centrum handlowym na całą noc, bez innych ludzi, całkowicie sami? Jakby czas i ludzie stanęli w miejscu, a całe centrum byłoby tylko do Waszej dyspozycji. Nie okłamujmy się – wiele osób by chciało. Jednak nie w takich warunkach, jakie panują w książce „Monument 14”. Sześciu licealistów, dwoje gimnazjalistów i szóstka maluchów – co z tego może wyniknąć? Albo totalny chaos albo piękna organizacja. Trzeba przyznać, że autorka wykreowała swoich bohaterów w taki sposób, że każdy z nich posiada unikalne cechy charakteru i zdolności, które sprawiają, że trafia na dane miejsce w hierarchii i zajmuje się tym, w czym jest dobry. Dobrze pokazała problemy, z którymi boryka się każda grupa wiekowa. Tęsknota za rodzicami, zagubienie, potrzeba bycia akceptowanym i zauważalnym, chęć szybkiego dorośnięcia, niespełniona miłość, pierwsze pocałunki i zbliżenia – to są elementy, które towarzyszą bohaterom i nie da się zaprzeczyć, że są to uczucia nierealne.

Pomysł na apokalipsę jest dobry, ale też nie ma w nim zbyt dużo nowego. Klęski żywiołowe to bardzo częsty motyw w tego typu historiach, ale spodobało mi się wprowadzenie chemikaliów i podział ich działania ze względu na grupę krwi. Dobrą rzeczą tej książki jest również to, że autorka nie boi się pójść w nieco agresywną i brutalną stronę, gdzie pojawia się krew, broń palna i bójki. Akcja toczy się w miarę szybko i pojawiają się ciekawsze momenty, ale przez większość akcji nie dzieje się raczej nic specjalnego. Osadzając miejsce akcji w supermarkecie, autorka ograniczyła sobie nieco pole manewru, ale w miarę sprytnie wybrnęła z tego, wprowadzając inne elementy. Książka niestety jest słaba technicznie, bowiem opisy uniemożliwiły mi przeniesienie się do świata Monumentu, a także nie byłam sobie w stanie całkowicie wyobrazić wszystkich bohaterów – owszem, każdy z nich jest inny, ale brakuje im plastyczności. Podobnie w przypadku emocji – niby są, a jednak jakby brakowało tutaj płynności i dynamiki. Wszystko jest nieco sztywne, jakby tylko narysowane bez głębi na kartce papieru.

„Monument 14. Odcięci od świata” nie jest książką złą, ale nieco brakuje jej do doskonałości. Biorąc pod uwagę, iż jest to dopiero debiut autorki, można jej wybaczyć, że nie posiada jeszcze polotu pisarskiego i płynności kreowania wydarzeń. Fabuła ma w sobie coś wciągającego, ale nie jest to historia, która na długo pozostaje w pamięci. Głównie przez słabą kreację świata, przez co czytelnik nie jest w stanie w odpowiedni sposób wczuć się w klimat tej powieści czy też zżyć się z bohaterami. Książkę tę czyta się jednak szybko, lekko i przyjemnie, a i zawsze pozostaje nadzieja, że styl autorki rozwinie się w dobrym kierunku i kolejne tomy nadrobią drobne mankamenty pierwszej części. Wystawiam lekko naciągane 4/6 i zobaczymy, co będzie dalej…

 

Sheti by sheti-shetani dla BG