Recenzja: Aż po horyzont – Morgan Matson

aż po horyzontCarpe diem moi drodzy, carpe diem… bo nigdy nie wiadomo, co się zdarzy danego dnia. Nie możecie przewidzieć tego, co los dla Was przygotował. Więc przestańcie żyć przeszłością, przestańcie się martwić i zacznijcie ŻYĆ. Przełamcie swoje lęki i opory, dajcie się porwać chwili… bo jedynym, co Wam potem pozostanie, będzie żal. I nie zapominajcie o jeszcze jednym – to, co budzi lęk, jest zazwyczaj najbardziej wartościowe.

Amy Curry jeszcze niedawno była zupełnie inną dziewczyną. Jednak odkąd jej ojciec zginął w wypadku, dawna Amy zniknęła. Teraz kieruje nią przeszłość, lęk i obawy. Nie jest gotowa, aby zrobić krok naprzód. Jej matka postanawia odciąć się od tego, co było i rozpocząć nowe życie – na drugim końcu kraju. To w Connecticut Amy ma zacząć nowe życie, jednak najpierw musi tam dotrzeć. Podczas podróży ma jej towarzyszyć znajomy z dzieciństwa, syn koleżanki jej matki, którego Amy ledwo pamięta. Szybko jednak okazuje się, że znajdują wspólny język i postanawiają sobie nieco urozmaicić drogę, którą pani Curry dla nich zaplanowała. To może być pierwszy krok do zostawienia za sobą lęków i odnalezienia siebie na nowo.

„Aż po horyzont” to książka bardzo życiowa. Historie Amy i Rogera różnią się od siebie, ale każdy z nich uparcie trzyma się czegoś, co ich blokuje. Nie da się ukryć, że kreacja tych bohaterów jest konkretna i umożliwia czytelnikowi zrozumieć ich uczucia, a także pozwala na przeżycie wraz z nimi podróży zmieniającej życie. Niezmiernie cieszą nas zmiany na lepsze, które zachodzą w dwójce młodych ludzi podczas tych kilku dni przemierzania Ameryki. Teoretycznie autorka nie wymyśliła nic nowego – złamane serce i niespełniona miłość, a w drugim przypadku śmierć rodzica i rozpoczynanie nowego życia – jednak książkę tę wyróżnia fakt, że miejsce akcji jest płynne. Amy i Roger nie zastanawiają się długo nad obraniem trasy – jadą tam, gdzie ich poniesie. Zapakowany samochód, przekąski i napoje oraz dobra muzyka – to są stałe elementy tej podróży, natomiast każdy przystanek niesie ze sobą coś innego.

Niesamowite w tej książce jest to, że trasa opisywana jest bardzo dokładnie. Nie wynika to z tego, że autorka pisała ją patrząc na mapę Ameryki i szperała w Internecie, aby znaleźć wszystkie miejsca odwiedzane przez bohaterów (z barami na poranne śniadanie włącznie), ale przelała ona na papier trasę, którą sama przebyła. Dzięki temu co kilka stron pojawiają się zdjęcia z danego stanu, kilka informacji na jego temat i parę innych drobiazgów, co razem stawia nam przed oczami obraz dokładnie taki, jaki widzą Amy i Roger. Nie miałam jeszcze okazji spotkać się z książką wykonaną w taki sposób i z takimi dodatkami, które okazały się być znakomitym urozmaiceniem i świetnym zabiegiem ze strony autorki. Dzięki temu, że Morgan Matson poznała tę trasę na własną rękę, potrafiła zapewnić czytelnikowi wyczerpujące opisy podróży głównych bohaterów.

Ta książka jest nie tylko niezwykle realistyczna, jest również bardzo życiowa i porusza problemy, z którymi boryka się wiele ludzi. Jednak chodzi tutaj o coś więcej – niesie ona w sobie przesłanie, że nie wolno patrzeć wstecz, trzeba iść do przodu i nie bać się jutra. Trzeba przełamywać swoje lęki i usuwać blokady. Trzeba robić stale krok na przód, należy unikać zastoju. Przemiana zachodząca w Amy i Rogerze jest bardzo dobrze widoczna, chociaż nieco lepiej w Amy, gdyż to ona jest narratorką tej opowieści. Nie jest to ten typ literatury, gdzie mamy do czynienia z pędzącą akcją i rozbudzaniem w czytelniku nadmiernej ciekawości – chociaż chęć poznania wydarzeń, które doprowadziły do stanu, w jakim dziewczyna obecnie się znajduje, jest dosyć duża, a autorka nie wyjaśnia całej sprawy od razu. Co jakiś czas pojawiają się retrospekcję i w miarę jak Amy dojrzewa do tego, aby móc powiedzieć całemu światu o tym, co się wydarzyło, również my się o tym dowiadujemy. Należy jednak mieć na uwadze fakt, że autorka stawia tutaj przede wszystkim na przygodę, która jest raczej spokojna i bezproblemowa, ale pełna emocji i poszukiwania siebie samego.

Przyznaję, że nie sięgam często po książki typu „Aż po horyzont”, ale akurat ta pozycja ma w sobie coś godnego uwagi. Na uwagę zasługuje zaangażowanie autorki oraz język, jakim się posługuje, a także przesłanie, jakie ta książka ze sobą niesie. Czyta się ją lekko i przyjemnie, a co więcej – naprawdę potrafi wciągnąć. Liczy sobie ponad 400 stron, więc nie kończy się tak szybko, jak niektóre historie, a jest świetna w odbiorze. Da się poczuć klimat podróży Amy i Rogera, całkiem łatwo zżyć się z tak sympatycznymi bohaterami, a ich szczęście wywołuje uśmiech na twarzy czytelnika. Książka warta przeczytania – powtórzę się, ale głównie ze względu na motto, jakie z niej płynie. Wystawiam ocenę 5/6.

 

Sheti by sheti-shetani dla BG