Recenzja: Złodziejska magia – Trudi Canavan


Trudi Canavan to jedna z najpopularniejszych autorek fantasy, która zyskała spore grono zwolenników czekających na każdą jej nową powieść. Nakładem wydawnictwa Galeria Książki pojawiło się w naszym kraju już kilka jej serii, a niedawno światło dzienne ujrzała pierwsza część nowej trylogii – „Złodziejska magia”. Czyżby magię można było ukraść? A może to jednak ona okrada ludzi i to nie tylko z rzeczy materialnych, ale z tych ważniejszych – ich własnej duszy i charakteru?

Z twórczością pani Canavan miałam do czynienia aż… raz. I jeżeli mam być szczera, to nie było to spotkanie najwyższych lotów, a „Uczennica maga” po prostu nie wywarła na mnie takiego wrażenia, jakiego bym oczekiwała. Jednak każdemu należy się druga szansa, prawda? Dlatego właśnie sięgnęłam po „Złodziejską magię”, aby na nowo spróbować poczuć klimat tworzony przez autorkę i zrozumieć głębię historii, która powstała w jej głowie i została przelana na papier. Trzeba przyznać, że z tym nie ma najmniejszych problemów, bowiem i pomysłowość i dobry styl są tutaj na porządku dziennym, jednak w przypadku pierwszego spotkania z twórczością tej autorki czułam niedosyt emocji, napięcia i akcji.

W „Złodziejskiej magii” przeplatają się historie dwóch osób. Student archeologii Tyen żyje w świecie, gdzie magia służy do jednego – napędza rozwijający się przemysł. Ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, że wkrótce może jej zabraknąć, bowiem nieodpowiednie dysponowanie każdym surowcem zawsze do tego prowadzi. Na jednej ze swoich wypraw Tyen znajduje zaczarowaną księgę – Vellę, która niegdyś była piękną i zdolną czarodziejką, ale jeden z najpotężniejszych magów zamienił ją w książkę. Od tej pory rozpoczyna się dla Tyena nowe życie – pełne niebezpieczeństw i ryzyka. Natomiast w krainie rządzonej przez kapłanów żyje Rielle – córka farbiarza, która została wychowana w przekonaniu, że używanie magii to okradanie Aniołów. Jednak dziewczyna od małego widziała ślady po magii i wie, że gdyby tylko chciała, mogłaby się nauczyć tej pięknej sztuki– ale czy zaryzykuje?

Podchodziłam z dużą rezerwą do tej książki. Bałam się powtórki tego, z czym spotkałam się przy poprzedniej lekturze powieści Canavan– bałam się, że znajdą się tutaj elementy nużące i lekko nudnawe, które zniechęcą mnie do lektury. Miłym zaskoczeniem było więc to, że „Złodziejska magia” mnie wciągnęła i losy dwójki głównych bohaterów – chociaż odległe od siebie i różniące się nie tylko fabułą, ale i problemami, z którymi musieli się oni zmierzyć – okazały się być ciekawe i chwilami mąciły mi w głowie. Nie raz autorce udało się mnie zaskoczyć, bowiem spodziewałam się zupełnie innego rozwoju wydarzeń – bardziej statecznego, a tutaj jednak pojawiła się pewna dynamika i ciekawość. Akcja w moim odczuciu toczyła się umiarkowanym tempem, choć nie brakowało zaskakujących wydarzeń, które nie pozwalały mi nawet na odrobinę nudy.

Nie jestem w stanie określić, która historia bardziej przypadła mi do gustu. Tyen jest osobą rozważną, która lubi mieć wszystko poukładane i zaplanowane, zaś wydarzenia zmuszają go do  ryzyka i szybkiego podejmowania decyzji. Z pewnością jego podróż wpływa na jego charakter, ale Tyen nadal trzyma się swoich przekonań,w głębi umysłu starając się nadal wszystko analizować. Bardzo podobał mi się motyw Velli i ciekawa jestem, jak on się dalej rozwinie. Mogłabym nawet pokusić się o stwierdzenie, że między Tyenem a Vellą wywiązała się więź, która potrzebna jest im obojgu. Historia Rielle jest równie ciekawa, co historia studenta archeologii, chociaż tutaj pojawiają się nieco inne motywy. Rielle jest w wieku, w którym powinna już wyjść za mąż, a oczywiście rodzice szukają dla niej odpowiedniego kandydata… ale serce nie sługa i Rielleszybko się o tym przekonuje. Wydawałoby się, że magia sama ją do siebie woła, a dla dziewczyny może się to skończyć tragicznie.

W obu historiach są widoczne wartości, jakimi warto się kierować w życiu i o co warto walczyć – przede wszystkim o swoje własne przekonania. Tytuł książki może mieć dwojakie znaczenie – na pierwszy rzut oka chodzi o okradanie aniołów z magii czy też wykorzystywanie jej w celach rewolucji przemysłowej. Ale… sama magia też potrafi okraść człowieka i całkowicie go zmienić – jego duszę i serce. Nie da się ukryć, że Trudi Canavan pięknie ubrała w słowa swoją najnowszą powieść, zadbała o dopracowanie jej i nawet najdrobniejsze szczegóły. Z łatwością można się przenieść do stworzonego przez nią świata i przeżywać wszystko wraz z bohaterami – czy to jako obserwator, czy też jako Tyen i Rielle, jeżeli przyjdzie nam się z nimi zżyć.

Cieszę się, że „Złodziejska magia” okazała się być dobrą i wciągającą lekturą. Historie Tyena i Rielle mają wiele do przekazania – trzeba tylko umieć to dostrzec, a wprawny czytelnik na pewno nie będzie miał z tym problemu. Do warsztatu autorki nie można się za nic w świecie przyczepić, a i nie można jej odmówić pomysłowości. Książka potrafi czytelnika zaciekawić i przenieść do świata pełnego magii, emocji i intryg, gdzie główni bohaterowie zaczynają dostrzegać prawdę, która nie jest całkowicie zgodna z tym, czego ich uczono. „Złodziejska magia” otrzymuje ocenę 5+/6, a ja czekam na kolejne tomy!

Sheti by sheti-shetani dla PB