Recenzja: Angelfall. Penryn i Świat Po – Susan Ee

angel2„Tata powiedział mi kiedyś, że kiedy dorosnę, moje życie się skomplikuje, choć pewnie nie miał na myśli czegoś takiego. Mama się z nim wtedy zgodziła i pewnie wyobrażała sobie dokładnie coś takiego.”

Oboje mieli rację – Penryn dorosła i jej życie się skomplikowało. Bardzo. Przyszło jej żyć w Świecie Po, gdzie biblijna apokalipsa zbliżała się wielkimi krokami. Teraz to Anioły mają władzę nad ziemią i ludźmi. Okazuje się, że istoty, które wszyscy uważali ze piękne, nieskazitelne i czyste posiadają w sobie sporą dawkę okrucieństwa. Nie mają oporów przed zabijaniem ludźmi i robieniem z nich potworów. Ba! Nawet między nimi dochodzi do zgrzytów. Ludzie, którzy ocaleli, tworzą ugrupowania w rodzaju ruchu oporu – wydaje się, że nawet anielska apokalipsa nie jest w stanie ich złamać. Najważniejsze to trzymać się razem, ale Penryn oczywiście działa na przekór – ponownie przemierza puste ulice San Francisco, aby odnaleźć Paige.

Myślę, że każdy czytelnik trafił kiedyś na książkę, która nie dawała mu spać po nocach. Książkę, przy której największe kłamstwo świata – „Jeszcze tylko jeden rozdział i idę spać” – stało się pewną mantrą. Tak było ze mną w przypadku drugiej części Angelfall. Dawno już nie miałam w rękach książki, dla której zarwałabym noc…

Pierwsza część była znakomita. I wiecie jak to bywa… często zdarza się, że przy drugiej czar pryska. A tutaj było zupełnie odwrotnie – czar się spotęgował! Historia Penryn jest pełna akcji, emocji i napięcia, które nie dają czytelnikowi o niej zapomnieć. Wraz z główną bohaterką stale jesteśmy w ruchu, co nie pozwala nam na chociażby jedną minimalną chwilę nudy. Nie okłamujmy się – w świecie stworzonym przez Susan Ee nie ma na to miejsca. Mogłoby się wydawać, że fabuła nieco przypomina część pierwszą, ale prawda jest taka, że dopiero teraz zaczynamy powoli rozumieć, co się tak naprawdę dzieje między Aniołami. Penryn stopniowo odkrywa spisek, który ma na celu doprowadzić świat do biblijnej apokalipsy.

Penryn jest bohaterką, której nie da się nie lubić, a co więcej – w ogromnym stopniu przyszło mi się z nią zżyć. Podczas czytania moja dusza weszła w jej ciało i dzięki temu mogłam przeżywać i odczuwać każdą chwilę tak, jak ona. Nie jest to jedynie zasługa pierwszoosobowej narracji, w tym kryje się coś więcej. Te wszystkie emocje i myśli, które kotłowały się w „naszej” głowie były niesamowite – chęć odnalezienia siostry, chwile zwątpienia, fizyczna tęsknota za pewnym przystojnym… Uwielbiam książki, dzięki którym mogę stać się głównym bohaterem i widzieć cały ten świat jego oczami. Być może jest to nieco dziwne – chcieć oglądać świat pełen zniszczeń, okrucieństwa i walki, gdzie nawet pobratymcy są w stanie sobie szkodzić. Jednak Susan Ee znakomicie oddała klimat i atmosferę tego świata i właśnie dlatego warto się tam przenieść choćby na chwilę.

Autorka nie oszczędza swoich bohaterów. Penryn stale musi być czujna, musi obserwować, a chwilami podejmować decyzje zupełnie niezgodne z jej instynktem samozachowawczym. Tej dziewczynie należy się podziw i szacunek – nie cofnie się przed niczym, aby uratować siostrę. Potrafi sobie poradzić w najgorszej sytuacji, jest w niej odwaga, upartość i potrafi pokazać pazur. Raffe też nie ma łatwo – wydawałoby się, że Anioł w tych czasach wiedzie cudowne życie. Ah, te złudzenia… Przede wszystkim musi odzyskać swoje skrzydła i nie przychodzi mu to z łatwością. Jego rozdarcie pomiędzy byciem Aniołem a ochroną córy człowieczej jest niewyobrażalne, chociaż nie daje tego po sobie poznać. Jednak ważną rzeczą jest to, że wątek romantyczny nie przysłonił najważniejszego motywu tej historii. Stanowi jedynie jego idealne dopełnienie, które wzbudza w czytelniku jeszcze więcej emocji.

Angelfall. Penryn i Świat Po to znakomita powieść, która nie daje o sobie zapomnieć. Porywa czytelnika, zakorzenia się głęboko w jego świadomości i wciąga do granic możliwości. Zaskakuje, zdumiewa, rozbudza ciekawość, pobudza naszą wyobraźnię, chwyta za serce, a zarazem potrafi je złamać. W czytelniku przeplatają się skrajne emocje – od radości po smutek i uczucie pustki. To piękna i głęboka historia, która wcale nie należy do łatwych i nieskomplikowanych powieści. Angelfallto walka o przetrwanie, w której jednak pojawiają się drobne humorystyczne elementy podnoszące człowieka na duchu – chociażby Miś Pooky. O nie, nie powiem Wam, kim jest Miś Pooky. Musicie to odkryć sami, a zaufajcie mi, że warto. Nie pozostaje mi nic innego jak wystawić tej książce ocenę 6/6.

Sheti by sheti-shetani dla PB

  • Pierwszą część przeczytałam w ciągu jednego dnia i jestem bardzooo oczarowana nią. Muszę koniecznie zdobyć drugą część !

  • Raisa

    Kocham tą serię <3. Drugi tom był jeszcze bardziej niesamowity od pierwszego. Miś Pooky rozbrajał ;). Bardzo szkoda mi było małej Paige, jestem bardzo ciekawa jak to się wszystko dalej potoczy.

  • Całkowicie się zgadzam druga część jest genialna, a Miś Pooky rządzi :)

  • Magda

    Czy to prawda, ze ma byc 5 czesci? ;o

    • Kerach

      Tak.

      • Serio?! :O A ja myślałam, że 3…
        Ale ekstra! :D Po raz pierwszy cieszę się, że seria będzie się składać z więcej niż 3 książek, bo w niektórych jest to strasznie naciągane :D

  • Bookworm

    Jak dla mnie ta seria to objawienie. Jest po prostu świetna, również zarwałam noc. Ach, Raffe :) I mama Penryn, która przeraża mnie w takim samym stopniu jak zachwyca. A sama główna bohaterka jest po prostu rewelacyjna. Naprawdę warto sięgnąć.

  • aishiteru

    Hm, trzeba będzie przeczytać skoro taka dobra. Oby tylko mną też zawładnęła, bo nie chciałabym, żeby treść tylko przeleciała koło ucha, cicho świszcząc.

  • domi ba

    Muszę sięgnąć po tę serię :D