Recenzja: Troje – Sarah Lotz

sarah-lotz-troje-the-three-cover-okladkaWyznawcy teorii spiskowych istnieli od zawsze i nie trudno znaleźć ich takżew dzisiejszych czasach. Jednak czy są to faktycznie tylko i wyłącznie ludzie, którzy swoje obłąkane myśli starają się bardzo dogłębnie przekazać innym? Może nasz świat faktycznie jest czymś innym, niż się wydaje? Może kontrolę nad nim sprawują tylko wybrani ludzie, a my nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, co dzieje się wokół nas? Wszystko postrzegamy jako coś normalnego, nie łączymy ze sobą faktów i drobnych szczegółów, które być może całkowicie zmieniłyby nasz światopogląd…

Jak duże istnieje prawdopodobieństwo, że w przeciągu jednego dnia dojdzie do czterech katastrof lotniczych? Bardzo małe – być może takie, jak szansa trafienia szóstki w lotto. A jednak – stało się. W czterech różnych miejscach na świecie doszło do katastrof samolotów pasażerskich. Tego samego dnia. O tej samej porze. W takim przypadku nie ma co liczyć na to, że ktokolwiek ocalał… a jednak. Troje dzieci wyszło z tego cało. To wielkie szczęście dla ich rodzin, że chociaż tym małym niewinnym istotkom udało się ujść z życiem. Niestety, problemy dopiero się zaczynają, bowiem pojawia się całe mnóstwo domysłów podkręcanych przez media, dlaczego to akurat te dzieci wyszły z trzech różnych katastrof bez szwanku. Dodatkowo pojawia się plotka o jeszcze jednym ocalałym…

Książka Sary Lotz już na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie bardzo realistycznej – jakby opowiadała o zdarzeniu, które miało miejsce naprawdę, całkiem niedawno. Jednakże zapewne nie tylko ja, ale i wiele innych osób, które zabrało się za jej lekturę zaczęło sprawdzać prawdziwość tej historii. Okazało się, że jest to jedynie fikcja literacka, ale nadal twierdzę, że autorce należy się uznanie za stworzenie opowieści tak życiowej i realistycznej. Właściwie ciężko mi ją nawet zakwalifikować do jakiegokolwiek konkretnego typu – zarówno jeśli chodzi o fabułę, jak i sposób jej napisania. Osobiście odebrałam ją nieco jako śledztwo prowadzone przez panią Lotz, która docierała do wszelkich poufnych danych związanych ze sprawą trójki ocalałych dzieci.

Tekst jest niejednolity, a przeplatają się tutaj naprawdę różne formy wypowiedzi – wpisy z pamiętnika, rozmowy na czacie, raport z sekcji zwłok, artykuły prasowe i wiele innych. Każdy z nich ma na celu przedstawienie czytelnikowi dokładniej historii i życia dzieci, które wyszły cało z katastrofy. Gdzieś w trakcie na jaw wychodzą różne teorie, a cały świat zaczyna interesować się Trojgiem. Jedni widzą w nich proroków i wybawców, inni demony zesłane na ziemię, a nawet twory wysłane na naszą planetę przez pozaziemską cywilizację. Natomiast czy sam czytelnik jest w stanie dojść do tego, co wydarzyło się naprawdę? Mnie się nie udało. Autorka faktycznie wzbudziła moją ciekawość, a różne wizje przez nią przedstawione były intrygujące, bowiem pojawiło się ich całkiem sporo. Oczywiście dało to mi nieco do myślenia, niemniej jednak zakończenie mnie nieco rozczarowało.

Książka jest napisana językiem przystępnym, jednak niektóre rozdziały czyta się lżej, inne nieco ciężej. Jest to głównie kwestia gustu, gdyż historie dzieci nieco różnią się od siebie, więc to dosyć oczywiste, że jednym przypadnie do gustu historia Hiro, a innym historia Jess. W całej tej opowieści jest jednak coś, co przyciąga. Mimo że chwilami dopadło mnie znużenie, to cieszę się, że dotrwałam do końca. Z pewnością była to miłą odmiana od książek, które czytuję na co dzień. Mimo to jednak po Trojgu czuję niedosyt. Czegoś mi tutaj zabrakło, powieśćza mało trzymała mnie w napięciu, a i nie otrzymałam odpowiedzi na wszystkie pojawiające się w mojej głowie pytania. Jednakże pani Lotz należy się uznanie za dobry pomysł i dokładne wykonanie. Jestem przekonana, że musiała się mocno napracować nad stworzeniem czegoś tak realistycznego.

„Troje” to książka ciekawa i na swój sposób interesująca, ale wiem, że nie wszystkim przypadnie do gustu. Tematyka teorii spiskowych i katastrof jest ogromnie ciekawa i uważam, że książki z tej dziedziny mają w sobie ogromny potencjał, ale wciąż jest ich bardzo mało na rynku i często nie mają w sobie „tego czegoś”. Historia chwilami jest wstrząsająca i poruszająca, ale nie odebrałam jej aż tak mocno, jakbym chciała. Targają mną nieco sprzeczne emocje, bo z jednej strony czytało mi się ją całkiem przyjemnie, ale z drugiej strony pamiętam te chwile, kiedy po prostu byłam bliska zaśnięcia nad nią. Jednakże ma ona sporo zalet i na pewno stanowi powiew świeżości, więc jeżeli ktoś ma ochotę na troszeczkę odmienności to zachęcam do zapoznania się z dziełem Lotz. Wystawiam ocenę 4/6.

Sheti by sheti-shetani dla PB

 

  • Ania

    Nie słyszałam o tej książce, ale już sam opis strasznie mi się podoba. Z chęcią przeczytam, gdy ukaże się w bibliotece. W końcu recenzja też pozytywna.

  • aishiteru

    Podoba mi się! Może być ciekawie, chociaż nie wiem czy taka forma przypadnie mi do gustu… Czasami lubię, kiedy w książce są urywki z czatów, pamiętników etc., ale czasem działa mi to na nerwy. Mam nadzieję, że nie ma tam tego dużo, a przynajmniej nie za dużo na raz…