Recenzja: Rywalki – Kiera Cass

rywalki„W moich marzeniach wszystko układało się idealnie. W moich marzeniach wszyscy byli szczęśliwi…”

Ileż to już w telewizji było programów typu reality show, gdzie kilkunastu czy nawet więcej uczestników walczyło o główną nagrodę. Przelotnie widziałam również takie, gdzie rywalizowano o uznanie i „serce” jednej osoby. Nie raz zastanawiałam się, co kieruje ludźmi, którzy zgłaszają się do takich programów. Powiedzcie szczerze dziewczyny, czy naprawdę chciałybyście się „bić” z 20 innymi kobietami o jakiegoś faceta, którego nawet nie znacie? Ani mi się śni, ja to nie ten typ! Ale… co powiecie na reality show w wydaniu książkowym, gdzie można znaleźć dodatkowo elementy dystopijne i niemal baśniowe?

Eliminacje to szansa dla każdej dziewczyny na zostanie księżniczką. Niestety, tylko 35 z tysięcy kandydatek trafi do pałacu i będzie miało szansę rywalizować o księcia Maxona. Każda dziewczyna marzy o tym, żeby zostać jedną z tych 35 wybranych. Każda, z wyjątkiem Ami. I oczywiście działa tutaj odwrotność losu i dziewczyna staje się jedną z dziewczyn księcia. Dla niej to po prostu koszmar – musi zostawić rodzinę, swoją jedyną miłość, a dodatkowo wcale nie ma ochoty zostać żoną Maxona. Uważa, że książę jest rozpieszczony i nie dba o uczucia innych. Jakież wielkie jest jej zdziwienie, kiedy okazuje się, że Maxon jest czułym, wrażliwym i nieco zagubionym chłopakiem, który jednak potrafi oczarować swoim wdziękiem… Czy to jednak wystarczy, aby przekonać Ami do zostania księżniczką?

Nie da się ukryć, że fabuła brzmi oryginalnie. Tego jeszcze wśród romansów nie było, prawda? Do tej pory mam jednak problem z konkretnym zakwalifikowaniem tej książki do jednego gatunku… to chyba nie jest do końca możliwe, a więc po prostu podczas czytania przestałam się na tym zastanawiać. Skupiłam się raczej na samej historii, która przyznaję, wciągnęła mnie. Właściwie to zanim po nią sięgnęłam, byłam święcie przekonana, że ta książka mi się całkowicie nie spodoba. Jest zaprzeczeniem wszystkiego, czym jestem ja. Nie cierpię błyszczących sukienek, babskich pogaduszek, romantycznych schadzek pełnych przyzwoitości, ani tego, gdy ktoś chce się zająć moimi włosami i makijażem. I zapewne właśnie dlatego zżyłam się z główną bohaterką i ją polubiłam – jesteśmy do siebie nieco podobne. Ami wcale nie chciała być w miejscu, w którym się znalazła. Jako jedyna nie cieszy się ze swojego pobytu w pałacu, jednak pozostaje tam, ponieważ wie, że jej rodzina tego potrzebuje. Na szczęście nadal pozostaje sobą i to jest przyczyna jej wyjątkowości.

Mimo oryginalnego pomysłu na fabułę, nadal można tutaj znaleźć kilka powielających się schematów. Wśród dziewcząt znajdziemy te urocze i nieśmiałe, a także taką, która idzie po trupach do celu – wredną zołzę. No i nie ukrywajmy… jest tutaj również trójkąt miłosny, za którym wiele osób nie przepada. Jednak jedna rzecz mnie zdziwiła! Nie ma tutaj aroganckiego i tajemniczego przystojniaka. Zarówno Maxon jak i Aspen to normalni faceci z krwi i kości, wrażliwi, opiekuńczy i troszczący się o innych. Sama się sobie dziwię, że polubiłam ich obu, bo zazwyczaj przepadam za mrocznymi, czarnymi charakterami, od których pewność siebie i arogancja biją na kilometr. Jednak naprawdę jestem w stanie zrozumieć Ami, dlaczego ma problem z podjęciem decyzji, któremu chłopakowi dać szansę. Obaj mnie w pewnym stopniu urzekli.

Akcja toczy się płynnie i w miarę szybko, chwilami nawet zabrakło mi subtelniejszych przejść pomiędzy niektórymi sytuacjami. Bardzo szybko zmienia się sceneria, ale na szczęście łatwo się w tym wszystkim odnaleźć. Chociaż osobiście wolałabym nieco dokładniejsze i dłuższe opisy, konkretniejsze rozwinięcie niektórych wątków i zdarzeń oraz bardziej umiejętne pokazanie rozwijającego się uczucia między Ami i Maxonem. Jednak plusami jest wystarczająco dobra kreacja bohaterów – zwłaszcza głównej trójki. Spodobał mi się także lekki język autorki i urozmaicenie fabuły wątkami takimi jak atak rebeliantów czy problemy poszczególnych frakcji. Jestem bardzo ciekawa, czy autorka w dalszych częściach rozwinie motyw polityczno-społeczny. Same Eliminacje mogłyby się okazać zbyt męczące – blask sukienek i reflektorów, kamery śledzące każdy ruch księcia i uczestniczek konkursu i momentami zawistna rywalizacja… Co za dużo to niezdrowo! Jednak w tym przypadku jestem w stanie zrozumieć pobudki, które kierowały dziewczynami zgłaszającymi się do tej rywalizacji.

Nie jest to lektura wybitna, ale przyjemna w odbiorze. Osoby, którym przejadły się typowe dystopie i romanse paranormalne powinny znaleźć tutaj coś dla siebie. Zdecydowanie ciekawość trzymała się mnie do samego końca, bowiem nie byłam pewna, czy Maxon już w tej części wybierze swoją księżniczkę, czy może jednak nie. Nie byłam również tak do końca przekonana, czy to na pewno Ami zostanie jego wybranką – różnie mogło się to wszystko potoczyć, zwłaszcza przez to, co autorka zaserwowała nam pod koniec powieści. W sumie serce nie sługa, a czasami należy kierować się rozsądkiem, prawda? „Rywalki” czytało mi się lekko, szybko i całkiem przyjemnie, była to znakomita rozrywka – chwilami towarzyszyło mi wzruszenie, a innym razem śmiech. Łatwo się więc domyślić, że można tutaj znaleźć pewną dawkę emocji. Wystawiam ocenę 4,5/6 i z chęcią zapoznam się z drugim tomem.

 

Sheti by sheti-shetani dla PB

 

  • ergreg

    mam duzy sentyment do tej ksiazki, niestety 2 czesc wszystko popsuła.

    • druga część to porażka, mam nadzieję, że trzecia to nadrobi ;/

  • Kurka wodna, ,,Rywalki” wszystkim się podobały, tylko nie mnie. Ech… Jedno trzeba przyznać – okładki są boskie. Szkoda, że zawartość – nie.

    • ergreg

      serio? ksiazka jest na pewno lepsza niz miliony historii o wampirach, jest pomysł

    • Alicja

      Nie tylko Tobie. Mi również się nie podobała :)

  • Mam w planach przeczytać :) spotkałam kilka recenzji które były mało pochlebne mówiące, że książka nie zasługuje na swoją piękną okładkę, więc sama nie wiem na co się mam nastawić. :) Chociaż sam pomysł na fabułę wydaje mi się bardzo ciekawy i oryginalny.

  • aishiteru

    Chętnie bym przeczytała. Coś mnie zainteresowało, ale sama nie wiem co, bo w sumie nie ma tu czegoś, co by mi się podobało, a takich książek namiętnie nie czytam – trójkącik i „którego wybrać?”- ja podziękuje. Może ta okładka tak mnie zachęciła. Od czasu do czasu można przeczytać jakąś książkę w tym stylu. :P

  • Nala

    jak dla mnie książka jest bardzo przeciętna, spodziewałam się czegoś o wiele bardziej lepszego. Zgadzam się z faktem że czyta się lekko, szybko i przyjemnie. Kreacje bohaterów również nie najlepsze ;/ gdyby tak rozwinąć pewne wątki to byłoby lepiej, moja ocena to 3+/4- ;)

  • kasl

    Przeczytałam w oryginale 1 część i bardzo mi się spodobała.
    Co do drugiej, to jeszcze nie czytałam, ale po tych komentarzach muszę przyznać, że się boję

  • klątwa tygrysa5

    Raz moja młodsza siostra oglądała jakąś barbie i ten film miał prawie taką samą fabułę.

  • Anastazja123456789

    Ta książka mnie zafascynowała.Oczywiście pierwsza i druga część są słabsze od ostatniej,ponieważ to w nich America waha się pomiędzy Aspenem a Maxonem.Jednak mimo wszystko polecam!