Recenzja: Poza Czasem – Alexandra Monir

poza czasemByły już wampiry, wilkołaki, duchy, elfy… potem przyszła kolej na podróże w czasie. O ile książki typu paranormal romance całkowicie zawładnęły rynkiem wydawniczym tuż po premierze „Zmierzchu”, tak szał na książki o podróżowaniu w czasie nie był specjalniezauważalny. Może to i dobrze? W końcu coś, o czym słyszy się na każdym kroku, potrafi się szybko znudzić. Jednakże wciąż można znaleźć wśród nowości pozycje, które nawiązują do wędrówek czasoprzestrzennych. Jedną z nich jest książka autorstwa Alexandry Monir – „Poza czasem”.

Michele Windsor żyje wraz ze swoją matką w spokojnym Los Angeles. Mimo że im się nie przelewa, są razem szczęśliwie i nic nie może zepsuć ich radości. Do czasu. Nic nie wskazywało na to, że dojdzie do śmiertelnej tragedii, w wyniku której życie Michele obróci się o 180 stopni. Zostaje zmuszona zamieszkać ze swoimi dziadkami, których nigdy nie poznała. Co więcej – musi zostawić swoje przyjaciółki, bowiem Dorothy i Walter Windsorowie mieszkają w Nowym Jorku. W nowym domu dziewczyna czuje się niezmiernie samotna, jednak znajduje coś, co zmienia ten stan rzeczy. Tajemniczy odkrycie sprawia, że Michele zyskuje niesamowitą moc – może przenosić się w czasie.

„Poza czasem” ma swoje wady i zalety – jak to bywa w większości przypadków. Na plus można zaliczyć fakt, że autorka postanowiła trochę zorientować się w historii i pewnych faktach, które zamieściła w książce. Lubię widzieć zaangażowanie autora w jego pracę, a tutaj otrzymujemy dowody na to, że pani Monir zanim zabrała się za pisanie swojej powieści, zapoznała się nieco ze źródłami historycznymi – na końcu książki daje nam to jasno do zrozumienia. Wnioskować by więc można, że wszystkie miejsca, do których przenosi się główna bohaterka, będą przedstawione idealnie. Czy było tak naprawdę? Właściwie to mogłoby tak być, ale autorka chyba sama zablokowała sobie pole do popisu, bowiem te miejsca były nieco ograniczone. Jednak zachowanie tamtejszych ludzi i pewne drobne fakty zostały oddane w sposób wystarczający.

Powieść  czyta się szybko, nie patrząc na upływ czasu. Nie wymaga zbyt dużego skupienia, bowiem fabuła jest dosyć prosta, więc czytelnik z pewnością się nie pogubi. Nie jest to też lektura o sporej objętości, liczy sobie zaledwie niecałe 290 stron. Z tego powodu akcja jest żwawa i dynamiczna, a wszystko rozwija się w bardzo gwałtownym tempie – może chwilami nawet zbyt gwałtownym. Głównie mam tutaj na myśli wątek romantyczny, którego pojawienie się było oczywiście do przewidzenia. Osobiście uważam, że czucie między bohaterami powinno się rozwijać stopniowo w taki sposób, aby czytelnik mógł zauważyć rosnące w nich napięcie, sprzeczne emocje, dylematy, ale również zawiązujące się poczucie bezpieczeństwa i zaufania. Tego mi tutaj zabrakło, bowiem już od pierwszego spotkania dwójka ukochanych lgnie do siebie w sposób wręcz absurdalny. Ich związek wydawał mi się pusty i mało znaczący.

Powieść jest napisana przyjemnym językiem, któremu nie można zarzucić nadmiernej prostoty. Plusem jest widoczna logika fabuły, płynność wydarzeń i zachowanie chronologii. Niestety, sprawa ma się nieco gorzej w przypadku bohaterów. Michele jest chwilami lekkomyślna i nierozważna, a Philip nie wyróżnia się niczym szczególnym. Podobnie sprawa ma się z bohaterami drugoplanowymi – brakuje im werwy i życia. Dodatkowo w wielu momentach pojawia się powielenie dobrze nam znanych schematów – szkolne gwiazdy, które ignorują „gorszych” od siebie, przyjaciółka z niższej sfery, problemy z  odnalezieniem się w nowej sytuacji.

„Poza czasem” jest powieścią lekką i nieskomplikowaną, chociaż pojawiają się delikatne tajemnice i intrygi dotyczące przeszłości rodziny Windsorów. Kilka rzeczy pozostaje niewyjaśnionych, co być może da niektórym do myślenia i zachęci ich do sięgnięcia po kolejny tom. Jest to pozycja znakomita dla początkujących czytelniczek, bo przyznaję szczerze – parę lat temu byłabym nią pewnie zachwycona. Teraz podchodzę do takiej literatury z nieco większym dystansem, ale wiem, że znajdą się na pewno osoby, a właściwie to dziewczęta, które będą chciały przeżyć tę bajkową historię. Dodam tylko, że przeczytałam opis drugiej części i brzmi nawet zachęcająco. Kto wie, może Alexandra Monir rzuci nas jeszcze na kolana i stworzy coś niesamowitego, tajemniczego i magicznego? Daję ocenę 4 /6.

Sheti by sheti-shetani dla PB