Recenzja: Zabójczy księżyc – N.K. Jemisin

zabojczy-ksiezyc

W pustynnym mieście-państwie Gujaareh jedynym prawem jest spokój. Porządek utrzymują kapłani bogini snu, zwani zbieraczami – zbierają sny obywateli, leczą chorych i rannych, prowadzą śniących w życie wieczne… Nie zważając na to, czy śniący się na to zgadza. Kiedy Ehiru – najsławniejszy z miejskich zbieraczy – otrzymuje zlecenie pobrania snów kobiety, przysłanej do Gujaarehu z misją dyplomatyczną, niespodziewanie dla samego siebie zostaje wciągnięty w spisek, który może doprowadzić do wybuchu niszczącej wojny.

Tak zaczyna się zakrojona na ogromną skalę opowieść o cywilizacji, imperium, wojnie, religii… i królestwie snów. Pierwsza część dwutomowego cyklu, który w zgodnej opinii krytyków i czytelników tchnął nowe życie w nieco już skostniały gatunek fantasy . 

N.K. Jemisin znam już z lektury „Stu tysięcy Królestw”, które bardzo mi się spodobały. Gdy usłyszałam, że na rynek wchodzi jej kolejna książka postanowiłam sięgnąć i po nią. Czy i teraz autorka zachwyciła mnie swoją wizją świata? No cóż, nie do końca.

Już od pierwszych stron jesteśmy wrzuceni w wir wydarzeń. Bez większego wyjaśnia kto, co i dlaczego. Jemisin na końcu książki umieściła Glosariusz, który ma za zadanie wyjaśnienie właśnie tych kwestii, niestety nie do końca spełnia on swoją funkcję, choć trzeba przyznać, że kilka wątpliwości wyjaśnia. To w sumie jest jedyny minus tej powieści, bo gdy się przyjrzeć bliżej mogę wskazać wiele zalet, jakie zawiera w sobie ten utwór.

Zacznę od fabuły, która – fakt – jest nieco zagmatwana, niemniej bardzo ciekawa, a z pewnością można zaliczyć ją do nietuzinkowych. Sam pomysł zbieraczy snów, wyróżnia się na tle wielu powieści fantastycznych. Nie są oni przecież spotykani dość często. Szkoda tylko, że autorka opisując bohaterów zrobiła to na końcu książki a nie w samym tekście powieści. Kilka rzeczy możemy wywnioskować z treści, niemniej nie jest to łatwe zadanie.  Akcję utworu można śmiało określić mianem wartkiej, aczkolwiek bywały chwile, gdy zdecydowanie zwalniała ona swoje tempo. Trzeba jednak przyznać, że nie brakuje tu zagadek, czy wszechobecnych intryg, które pozwalają czytelnikowi rozbudzić swoją wyobraźnię. Jednak nie do końca potrafiłam wczuć się w klimat powieści, zabrakło tej magicznej cząstki, która sprawia, że sami stajemy się bohaterami utworu, a nie tylko biernymi widzami.

Jeśli chodzi o styl, jest on bardzo lekki, a książkę czyta się dość szybko. Na minus działały tutaj nazwy miejsc i imiona bohaterów, bo pomimo faktu iż całość czytało się lekko i przyjemnie w pewnym monecie trafiałam na problem z poprawnym odczytaniem nazw własnych. Nie twierdzę, że nie są one odpowiednie, bo w całokształcie wydają się na swoim miejscu – z pewnością mają swój urok – ale to zawsze spowalniało nieco czytanie, sprawiało trudności w zatraceniu się w powieści. Choć być może był to wyłącznie mój indywidualny problem.

Podsumowując książkę Jemisin trzeba przyznać, ze będzie wywoływała wiele sprzecznych opinii. Z pewnością znajdą się osoby, które ten utwór zachwyci, ponieważ faktem, iż jest to interesująca powieść. Okładka jest magiczna i bardzo dobrze pasuje do treści utworu. Plusem jest to, iż jest to dwutomowy cykl, a tych mamy teraz jak na lekarstwo. Nie jest to ciągnąca się w nieskończoność historia, której zakończenie nie wiadomo kiedy się ukaże. Z pewnością „Zabójczy księżyc” przypadnie do gustu osobom lubiącym fantastykę pomieszaną z wojennymi intrygami, z niewielkim dodatkiem magii.  Wystawiam tej książce 4/6 i pewnie sięgnę po drugą część gdy tylko ta się ukaże.

***** Isztar by isztarbooks.blogspotcom dla PB