Recenzja: Urodzona o północy – C.C. Hunter

urodzona-o-polnocyWiek nastoletni to czas wielu zmian i problemów– a przynajmniej tak się nam wtedy wydaje. Mamy wrażenie, że świat sprzysiągł się przeciwko nam, wszystko układa się inaczej niż powinno, a nasza wizja pięknego świata pozostaje tylko w strefie marzeń. Jednak jest to też okres, który kształtuje nas jako ludzi. Nabieramy obycia, stajemy się bardziej dojrzali, zaczynamy wyciągać wnioski z tego, co nam się przytrafia. Jednak jest jeszcze ważniejsza sprawa – powoli odkrywamy to, jacy jesteśmy naprawdę.

Kylie Galen miała normalne i radosne życie. Do czasu. Teraz jej świat zaczyna się walić. Rzucił ją chłopak, umarła jej najukochańsza babcia, rodzice się rozwodzą, a jakby tego wszystkiego było mało, Kylie zaczyna tracić zmysły. A przynajmniej tak jej się wydaje, ale nie ma się co dziwić. Każdy, kto zacząłby widzieć coś, czego nie ma, podejrzewałby siebie o to samo. I jak to zazwyczaj bywa w ciężkich chwilach, łatwo pogrążyć się jeszcze bardziej. Tak więc pewnego wieczoru Kylie trafia do aresztu z powodu imprezowania z nieodpowiednimi ludźmi. Matka wysyła ją na obóz dla trudnej młodzieży, jednak gdy Kylie już tam trafia, okazuje się, że będzie miała do czynienia z czymś zupełnie innym niż młodociani przestępcy.

„Urodzona o północy” to tytuł dosyć chwytny, ale sama fabuła już nieco mniej. Zaawansowany czytelnik od razu zauważy schematyczność, która się tu wkradła. Zwyczajna dziewczyna, której świat zaczął się walić na głowę trafia w miejsce oddalone od domu, gdzie przyjdzie jej się  zmierzyć z nowymi znajomościami, wyzwaniami i odkrywaniem prawdy o samej sobie. Okazuje się, że na obozie wszyscy mają nadnaturalne talenty, które podobno posiada także nasza główna bohaterka. Sam pomysł na przedstawienie istot takich jak wampiry, wilkołaki, elfy czy czarownice jest znany już na wylot w literaturze. W sumie nie dziwię się autorce, że nie skupiała się na historii i faktach dotyczących każdej rasy, bo pewnie trochę by jej zeszło. W sumie… w przypadku tego typu książek nie jest to chyba aż tak bardzo potrzebne.

Jest to powieść raczej jednowątkowa. Głównym motywem jest pobyt Kylie w nowym miejscu i szukanie odpowiedzi na to, kim jest. Dni mijają zupełnie normalnie, nie dzieje się nic szczególnego. Nagle, ni z tego ni z owego, docieramy do punktu kulminacyjnego, który dotyczy czegoś, o czym wcześniej pojawiła się minimalna wzmianka. Nie trafia do mnie zbytnio ten zabieg, tym bardziej, że zabrakło mi akcji nawet pod sam koniec opowieści, gdzie powinna ona zapierać dech w piersiach. Pobyt Kylie na obozie jest czymś zwyczajnym, mimo że wraz z nią są tam istoty nadnaturalne. Lekka i nieskomplikowana historia, która nie wymaga od nas wielkiego skupienia i myślenia. Właściwie nawet mnie to nie dziwi, ponieważ nie wyróżnia się niczym na tle innych powieści tego typu.

C.C. Hunter posługuje się bardzo prostym językiem, co jest jednym z powodów, przez który książkę czyta się błyskawicznie. Jednak gdyby trochę podbudować warsztat pisarki, historia ta mogłaby trochę zyskać. Prostota fabuły byłaby nadal obecna, ale myślę, że odbiór jej przez czytelnika mógłby być lepszy. Bohaterowie może i są różnorodni, temu zaprzeczyć nie mogę, jednakże byli dla mnie zbyt jałowi i płytcy. Nikt nie działał mi na nerwy, ale też do nikogo nie poczułam większej sympatii. Oni po prostu byli. Oczywiście pojawił się wątek miłosny – jakżeby inaczej. Na horyzoncie mamy dwóch przystojniaków. Derek jest opiekuńczym i czarującym półelfem, a Lucas to mroczny, niebezpieczny i pociągający wilkołak. To właśnie oni dwaj będą mącić Kylie w głowie.

„Urodzona o północy” to książka, jakich już wiele na rynku. Niestety nie znalazłam w niej niczego nowego. Powiela schematy i jest napisana prostym językiem. Brak tutaj skomplikowanych motywów czy wielowątkowości. Autorce udało się mnie jednak zaskoczyć jedną rzeczą – wyjaśnieniem, kim jest zjawa odwiedzająca główna bohaterkę. Przy lekturze utrzymywała mnie głównie ciekawość –  po prostu dowiedzieć się, jaką istotą jest Kylie. Czy polecam tę lekturę? Jeżeli macie potrzebę przeczytania czegoś lekkiego, przy czym nie trzeba się wysilać i za dużo myśleć, to tak. Jednak jeżeli macie dosyć powielania tych samych motywów… to nie sądzę, żebyście byli tą lekturą zachwyceni.  Wystawiam 3.5/6.

*** Sheti by sheti-shetani dla PB ***

  • W takim razie chyba odpuszczę. Już kilka razy dałam się skusić przepięknym projektem okładki, a historią byłam potem rozczarowana. Ale w styczniu jeszcze wiele innych, ciekawych premier ;)

  • aishiteru

    Tak myślałam, że będzie takie sobie… Zwykłe czytadło jakich wiele. Ja też odpuszczam.

  • monia

    Każdy lubi co innego, dla mnie wciągająca na maksa :)

  • Alexis

    Każdy lubi co innego ,ale ja i tak ją przeczytam choćby dla odreagowania po ciężkim dniu.;)

  • Oczytana Martyna

    Co za durna ocena książka jest genialna a ocena słaba książka do dupy ocena 6 oczywiście omg tylko głupi jej nie polubi

  • Zgadzam się w pełni z Twoim zdaniem, to jednak z gorszych pozycji jakie trzymałam ostatnio w rękach! Aż dziw, że wszyscy wystawiają jej same 8/9/10 na 10, acz przewiduję, że w większości mogą to być osoby typu „Oczytanej Martyny”. Cóż.
    Pozdrawiam ;)