Recenzja: Klątwa opali – Tamora Pierce

„-Co by powiedziała nasza sławna przodkini, gdyby się dowiedziała, że jeden z jej potomków wyrósł na pospolitego złodzieja?
-Mamy sławną przodkinię?
-Rebecca Cooper.”
„Klątwa opali” – Tamora Pierce, str. 11

Becca Cooper nie miała łatwego dzieciństwa. Żyła w niezbyt przyjemnej części miasta, a gdy jej matka zaczęła chorować, wszystko stało się jeszcze trudniejsze. Jednak cała rodzina trafiła pod dach Jaśnie Pana Gersham’a, który zauważył w młodej dziewczynie wielki potencjał. Za jego namową Becca trafiła do Gwardii Starościńskiej – organizacji, która pilnuje porządku i strzeże prawa na ulicach Corusu. Została Szczenięciem dwójki legendarnych Psów – Tunstall’a i Goodwin. Początkowo ta parka nie była zachwycona, że będzie musiała wychowywać dorastającą szesnastolatkę, ale z czasem zaczęli zmieniać zdanie…

„Klątwa opali” to pierwsza część trylogii Kronik Tortallu autorstwa Tamory Pierce. Nie jest to początkująca autorka, ponieważ ma na swoim koncie już ponad 20 tytułów. Możemy się zatem domyślać, że jej książka, która jako pierwsza pojawiła się w naszym kraju, będzie całkiem dobrą lekturą napisaną bardzo dobrym językiem. Przynajmniej takie myśli zapewne pojawiają się w głowie wielu czytelników. I powiem Wam szczerze, że takie myśli pojawiły się też u mnie i co więcej –  okazały się być słuszne. Chociaż początkowo bardzo trudno było mi się przyzwyczaić do określeń „Szczenię” i „Psy”, ale z czasem to zanikło.

Akcja powieści rozgrywa się w fantastycznym królestwie Tortallu, a dokładniej w jego stolicy o nazwie Corus. W przypadku, gdy świat powieści zostaje całkowicie wymyślony przez autora, wypada go bardzo dobrze opisać, aby czytelnik mógł wszystko wyraźnie zrozumieć i zobaczyć. Oczywiście pani Pierce nie miała z tym najmniejszego problemu. Udało jej się to znakomicie – mapka na początku książki, wyjaśnienia na końcu oraz świetne opisy podczas całej lektury. Dzięki tym trzem elementom nie ma możliwości, żeby nie zobaczyć oczyma wyobraźni Corusu. Jest w tym także coś więcej – poza samym wyglądem miasta, bardzo dobrze poznajemy jego historię, społeczeństwo i prawa w nim panujące.

Książka została napisana w formie dziennika prowadzonego przez Beccę, która opisuje każdy dzień na służbie i każdą przeżytą przygodę. Towarzyszą jej oczywiście Tunstall i Goodwin, ale także przyjaciele i nieodzowny element – kot Drapek. Becca ma w sobie także nutkę magii, więc prześladują ją gołębie, które noszą w sobie duchy zmarłych osób. Jest to rzecz, która bardzo ułatwia jej pracę Szczenięcia. Tym bardziej, że początkująca gwardzistka odkrywa, że w Corusie źle się dzieje – ktoś porywa dzieci i żąda za nie okupu, a gdy go nie otrzyma, dzieci już nigdy nie wracają do swoich rodzin albo są odnajdywane martwe. Co więcej – chodzą słuchy, że jednorazowo znikają grupy złożone z 8-9 ludzi. Wszystko wygląda na to, że to sprawa Węża Cienia, ale czy na pewno? Właśnie tę sprawę Rebecca postanawia rozwikłać – nieustraszona i odważna dziewczyna, która pragnie sprawiedliwości.

Nie jest to ten typ powieści, gdzie znajdziemy pędzącą akcję i doświadczymy chwil pełnych napięcia, które nie pozwolą nam spać po nocach. Wszystko rozwija się raczej w umiarkowanym tempie, chociaż są pewne momenty, które sprawiają, że ta akcja nieco przyspiesza. Mimo wszystko, jest ona bardzo płynna i myślę, że jej tempo zostało idealnie dopasowane do całej historii. Dużo większe znaczenie moim zdaniem ma tutaj faktycznie bardzo dobrze wykreowany świat powieści i świetnie nakreśleni bohaterowie, którzy są barwni i niepowtarzalni. To właśnie dzięki temu możemy przenieść się do Tortallu i przeżywać każdą chwilę z główną bohaterką, ponieważ to jej myśli i odczucia poznajemy najlepiej.

Myślę, że „Klątwa Opali” to bardzo dobry początek znakomicie zapowiadającej się trylogii. Interesujący pomysł wraz z ciekawymi bohaterami i bardzo dobre wcielenie go w życie. Wciągająca fabuła, która porywa nas do książkowego świata i w sumie nie wychodzimy z niego, dopóki nie skończymy czytać. A może znajdą się też tacy, którzy zostaną w nim jeszcze dłużej? Przyznaję, że spędziłam z nią bardzo miło czas, a Drapek urzekł moje serce! No tak, nie mogło być inaczej w moim przypadku, ale motyw „mówiących” kotów w książkach fantasy zawsze mnie urzekał. Świetna pozycja, którą bez najmniejszych oporów oceniam na 5/6.

*** Sheti by sheti-shetani dla PB ***

  • aishiteru

    A mnie ciekawi jak z językiem postaci – skoro Becca pochodzi z tej biedniejszej dzielnicy, to liczę, że będzie się to odbijało na jej języku. A postaci z tych bogatszych dzielnic będą się pięknie wysławiać. :D Po prostu nie chciałabym aby wszyscy mieli jeden język, tylko kilka „regionalizmów” etc.
    Książką jak najbardziej jestem zainteresowana, a zwłaszcza po takiej recenzji. Przyzwyczaję się nawet do „Szczeniąt” i „Psów”. :)

    • Właściwie to wszystko dzieje się tylko w Niższym Mieście, więc nie pojawiają się bohaterowie z innych dzielnic, więc język jeden i ten sam – a przynajmniej ja nie zauważyłam różnic :)

      • aishiteru

        Szkoda, myślałam, że z tej biednej bohaterka została zabrana do bogatszej dzielnicy. :( A lubię takie zmiany w języku, jeśli autor potrafi tak pisać i nadać bohaterom i przedmiotom imiona/nazwy odpowiednie do ich pochodzenia (i pasujące!), to chylę czoła. Książkę i tak przeczytam, bo jestem nią za bardzo zainteresowana. :)

  • Ania

    Nie kojarzę książki z przed tego artykułu. Zapowiada się ona może ciekawie, ale z całą pewnością nie jest ona książką dla mnie. Nie przepadam za fantasy, do tego mało akcji i (jak to zwykle w książkach fantasy) słaby wątek miłosny. Nie raczej po ni nie sięgnę.

  • zooma96

    Czekałam na tę recenzję i przyznam, że utwierdziła mnie w przekonaniu, że chcę tę powieść na półce. Akcja nie musi być zawrotna, skoro świat jest rozbudowany, a autorka ma masę pomysłów (a z tego co widzę, to ma niezłą kopalnię).

  • anoefwqf

    Nie zgadzam się, bardzo mało opisów jeśli chodzi o magiczny świat. Wiele niedomówień itp. Poza tym książka bardzo dobra. Naprawdę przypadała mi do gustu.